Czemu w glupich teleturniejach daja Skody?
Gość portalu: Miki napisał(a):

> Gdybyś wygrał 200 tys.PLN, porządny samochód, wycieczkę
na Cypr, wesele w
> restauracji Wierzynek w Krakowie też mógłbyś uronić łzę
szczęścia.

Pieniadze nie sa dla mnie celem zycia.
Dla zulika spod budki z piwem to nawet maluch bedzie
porzadnym samochodem
Na Cyprze bylem 2 razy
Wesele mialem w Sheratonie

Predzej bym uronil lze szczescia, gdyby zabroniono w
Polsce sprzedazy Skod.

     

  to i ja zapytam
aankaa napisała:

> lexus400 napisał:
>
> > przegląd z wymianami pasków
>
> no dobra, załóżmy, że kopnę się te 340 km (x2) - koszt benzyny wrzucę szefowi
> w "delegację"
> to ile wyniosłaby na cała akcja ??
>
> > na dobry obiad do restauracji
>
> to już ja zaproszę :)
>
> dalsze szczegóły moglibyśmy omawiać na priv
omawiajcie na publiku, to i insze matołki padalcowate się doinformują.
PS. wstep do podliczanki:
340 x 2= 680 km.
36 litrów x 4 pln = 144 pln.
Obiad : 150 x 2 = 300 pln
nie u Wierzynka, nie w sali tetmaierowskiej. ;)

  Konflikt w Cracovii przed obchodami stulecia "P...
Filipak biorąc pod uwagę wiek Cracovii jest dla niej zwykłym smarkiem z importu
bo krakusem przecierz nie jest. Ale i to chce sobie kupić. Kupił sobie
Cracovie -klub z tradycją, żona sobie kupiła Wierzynka - restauracje z tradycją
i już tną wielką arystokracje krakowską. Dla mnie jesteś zwykłym dorobkiewiczem
a prawdziwymi krakusami to będą może twoje wnuki.
Najsmutniejsze jest to że jestem Kibicem Cracovii a na Profesora mam alergie
większą niż na Wisłe

  prokocim tu byl
hehe, ja tez lubie podbijac restauracje - Tacco czyli meksykańskie z piwem
Corona to ulubiona moja restauracja, teraz weszła w mode taka inna obok
Wierzynka - chyba gruxińska, fantastyczne jedzenie , takie inne. Ale tez nie
pogardze na Rynku lodami , takimi w pucharze z ogromną ilością bitej smietani i
z bakaliami i parzeć na przechodniów i ich problemy,bo w kazdym czlowieko cos
się kryje.
Magazynosik , jak tam Twoje życie.
My oglądamy festiwal w Sopocie , chyba pamiętacie ten festiwal - jeszcze jest i
nawet gwiazdy sa wspaniałe. Własnie słucham Boni Tajler :)

     

  gdzie zjeść obiad
Gość portalu: rita napisał(a):

> jutro też weekend, moze pojedziesz - pogoda doskonala
Jutro niestety nigdzie nie jade. Nadrabiam zaległości w domu. Za to za tydzień
to i owszem i to na dłużej bo mam... uuurloooop!

> a w Krakowei jaka restauracja tak dobrze Cie żywi ?

Hm, Kraków to jest problem, bo tam roku nie starczy by wszystkie przybytki
sztuki kulinarnej poznac...
Ale ogólne wnioski są raczej takie, że podnosi się poziom Hawełki (na Rynku
Głównym) a spada "Wierzynka" (róg Rynku i Grodzkiej). Ponadto nieźle karmia na
Brackiej "CK Dezerter" i przy Rynku "Szara". Poza tym "Amadeus","POd Różą",
kilka dobrych knajp jest na Szerokiej (Kazimierz), ale dokładnie nie pamietam
nazw, poza tym "Gospoda u Zdzicha" he he, przy Rynku, czy "Copernicus" pod
samym Wawelem.
Wiesz, ja duzo jem jak podróżuję i knajpy zmieniam jak rękawiczki, bo nie lubie
ciągle tego samego, chyba że coś mi się szczególnie podoba.....
Acha, a jeszcze na Karmelickiej jest taki niepozorny bar rybny.......... .

  Il Calzone - ul. Starowiślna 13
eeeh jasne ze nie znajdziemy chociaz ja tak dla siebie znalazlem.( tajemnica )
Bardzo lubie IlCalzone i kiedy mam mniejsza kwote na kolacje,lub chce cos
bardzo szybko i dobrze zjec tam wlasnie ide.
Bylem juz we wszystkich wloskich mi znanych restauracjach w Krakowie i wg mojej
opini tam jest najlepsza Carbonara ( a w akazdej jadlem bo to moja ulubiona
pasta). Nie uwazam ze Tiramisu jest za slodkie. Mi tez bardzo smakuje.Jezeli
chodzi o obsluge. Uwazam ze jest bardzo fachowa i zarowno z panem Danielem jak
i Sebastianem mialem okazje pracowac (SAKU! ).Obydwaj maja bardzo duze
doswiadczenie i jak na takie miejsce obycie. Nie jest to Wierzynek i nie ma
potrzeby tez na taki serwis liczyc chociarz dla nich nie byloby to problemem.
Coz, prosze sie nie przsejmowac ze zabrali talerz i uwierzyc ze wiekszosc gosci
zwrocilaby uwage gdyby im nie zabrano talerza mimo ze jest tam jeszcze jedzenie
ale sztucce sa prawidlowo ulozone i uznane by to zostalo za brak manier ze
strony kelnera. Nie wszyscy koncza posilki kelner zas musi znac pewne zasady i
nimi postepowac. Jezeli sie wpatrywal to moze nie kwestia jedzenia ale Pani
uroku :) wiecej entuzjazmu! szkoda rezygnowac z takiego fajnego miejsca.
Rachunek Prosze! :)

  Która restauracja przed zaręczynami? No i nie wiem
Która restauracja przed zaręczynami? No i nie wiem
Witam.
Ciciałem jakoś miło spędzić sobotni albo niedzielny wieczór przed
zaręczynami :) w jakiejś miłej i wytwornej restauracji (chyba kolacja,jedno
danie główne,deser,wino).
Myślałem o Wierzynku, Hawełce (tylko której?) Copernicus, Cherubino, Amadeus,
A la Carte, Jamie Michalika, Calzone, Pease, Pod Różą...
Chyba najbardziej skłaniam się ku Wierzynkowi i Hawełce, Copernicus i Pod
Różą chyba cenowo jednak na później ;)
Podzwoniłem - miejsca są, można zarezerwować stolik, tylko w której?

No i niestety limit na osobę to około 100zł-120zł.

Jakieś porady ? Bardzo bym prosił bo czas leci... weekend niedługo.

Pozdrawiam
Marek

  Wierzynek, Rynek Główny 15
Spedzilam Sylwestra w tej restauracji. Bardzo dobrze sie ubawilam, bardzo
dobrze zjadlam i wypilam. Nie moge nic zarzucic, poniewaz wszystko bylo PERFEKT.
Management i nizej bardzo przyjemni i czlowiek czuje sie tam jak u siebie w
domu. Wracamy na nastepnego Sylwestra, mimo ze jest tak daleko dla nas ale
goraca i mila atmosfera sie liczy.Polecam dla wszystkich moich pryyjaciol,
ktorzy beda zwiedzac Krakow. Brawo Wierzynek!!!!

  Wierzynek, Rynek Główny 15
HA HA HA HA
normalnie sie poplakalem ze smiechu, "Danuta/Paryz" najpierw jedzie po cherubino, ze
beznadziejne, a pozniej wychwala wierzynek - smiech na sali, zeby nie powiedziec wrecz -
ZENADA. wierzynek skonczyl sie lata temu, teraz to dziadostwo, ktore leci jedynie na swojej
historii i moze zadowolic chyba tylko ludzi, ktorzy od czasu prl'u w restauracji nie byli !! w
krakowie wiekszosc restauracji dystansuje ich poziomem obslugi, jakoscia dan, cenami itp.
jeszcze raz skomentuje wypowiedz "Danuty" - HA HA HA

  Wierzynek, Rynek Główny 15
Wierzynek jest jedna najwadniejszyh restauracji w Krakowie .
Ma piekny wystruj wnentrz dobra obswuge i wspaniawe jedzenie .
Krakow jest pieknym miastem kture znam od wielu lat i zawsze hentnie
tam wracam na piekny Krakowski Rynek i do restawraci Wierzynek .
ANDRZEJ . CANADA Dec 14 2005

  Opoka. Wierzynek
Opoka. Wierzynek
Z żalem stwierdzam, że Gazeta bardzo mnie rozczarowała. Czytalam wszystkie
artykuły w publikowanych recenzjach i z przykrością stwierdzam, że zamysłem
redakcji było objechanie krakowskich restauratorów. Nie wiem kto przeprowadzał
te degustacje, bo nie raczył się podpisać, ale żadna z restauracji nie sprostała
jego wymaganiom. Jak sądze z tej przyczyny, iż redakcji zależało na obraźliwych
i nieprzychylnych artykułach...

  Opoka. Wierzynek
Byłam pierwszy raz w Wierzynku. Rozmiar restauracji i wystrój są naprawdę
imponujące! Ale nie zauważyłam, żeby wielkość restauracji wpływała ujemnie na
jakość. Nasze potrawy były naprawdę wyśmienite i świetnie podane! Tanio nie
było, ale nie jest to miejsce na codzienny lunch. Raz kiedys mozna sobie pozwolic.

  Kraków okiem inspektorów Michelina
Kraków okiem inspektorów Michelina
Drżyjcie ignoranci z Michelina !!! Inspektorzy Michelina na pewno
zweryfikują swoją ocenę pod wpływem opinii tak uznanego w świecie
autorytetu w dziedzinie kulinarnej jak Pan Wojciech Nowicki.
Jadałam w Wierzynku 20 lat wstecz, jadam i teraz , jak zresztą w
każdej z wymienionych w artykule krakowskich restauracji.Ogromna
zmiana na lepsze, zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku lat.

  Kraków okiem inspektorów Michelina
niestety zgadzam sie z redaktorkiem, stosunek ceny do jakosci
pozostawia w Krakowie niesmak. podalabym pare lepszych restauracji w
centrum i poza nim. skandalem jest wyroznienie szarej, c.k.,
wierzynka i wencla; to nie jest elegancja; to pretensjonalnosc i
oszustwo. samo uksztaltowanie sie pojecia dobrej kuchni w naszym
kraju zajmie lata swietlne. w Paryzu funkcjonuje
okreslenie 'restaurant touristic', mysle, ze powinni te kategorie
wprowadzic u michelina i nadac ten tytul wymienionym restauracjom
krakowskim. osobiscie polecam rozwijanie domowej kuchni, zamiast
przeplacania w krakowskich 'eleganckich' przybytkach. z glebokim
brakiem apetytu; Krakowianka.

  Restauracja Pokusa. Jądro ciemności
Restauracja Pokusa. Jądro ciemności
Przyznaje Panu racje, ale w bardzo małym procencie. Sam Pan napisał, że jest to
zakład szkolny, więc czego Pan od Nas wymaga?? Dla informacji praktyki mają
różne klasy, więc raz jest lepiej raz gorzej!! Nie jesteśmy "Wierzynkiem"!!!
Więc niech Pan od Nas nie wymaga nie wiadomo czego!! Co do naszego grona
pedagogicznego ja Ich podziwiam, ze wytrzymują z Nami i starają się wyprowadzić
nas na ludzi i nauczyć jak najwięcaj!! Przed napisaniem następnego artykułu,
niech się Pan zastanowi ile osób krzywdzi pisząc takie bzdury!! A i jeszcze
jedno, my się dopiero uczymy ... Pan za pierwszy swój artykuł został odrazu
redaktorem naczelnym?? NIE!! My narazie zaczynamy. Proszę sobie przypomnieć
swoje początki!!

  dobre restauracje
Ranking restauracji - po mojemu
Witam, a ja proponuje zrobic ranking.

1. A La Carte (szef Olivier Boudon)
2. Cyrano de Bergerac
3. Wentzl
4. Pod Aniolami
5. Pease

Najgorsze restauracje:

1. Wierzynek
2. Pod Okiem
3. Staropolska
4. Ratuszowa
5. Chlopskie Jadlo

  Niejaki rrado tak opisuje Szczecin na FA
Tak, pochodze z Krakowa i jestem dumna z tego. Powiedz mi tylko, czy sam
naprawde wierzysz w to co napisales?? Jezeli Krakow nazywasz miastem biednych
ludzi, to kim sa Szczecinianie?? Same slamsy?
Co do budownictwa; kazde wieksze miasto ma swoje blokowiska, tyle tylko, ze w
niektorych sa one odnawiane. Tak jest w Krakowie. A czy RM powinna postanowic
wyburzenie wszystkich osiedli w krakowie i w Nowej Hucie, gdzie mieszkaja
tysiace ludzi? Chyba niee.
Co do ubiorow! Nie zapominaj, ze Krakow jest miastem akademickim, rzadzacym sie
wlasnymi prawami. Nie kazdego studenta stac, w aspekcie "bezplatnej edukacji",
aby kupowac sobie super ciuchy. Zreszta moda na ulicach Krakowa bardziej mi sie
podoba niz w Szczecienie. Powiedzmy uczciwie, Krakow jest miastem ludzi z
pomyslami i to widac na kazdym kroku.
A w jakich "restauracjach" mowisz?? Moze o Dworzaninie?? Musze Cie sprowadzic
na ziemie - Dworzanin to tylko bar mleczny:)! Tak powaznie, nie wiem, czy wiesz
o istnieniu takich miejsc jak Wierzynek, Jama Michalika, czy Chlopskim Jadle +
podobne. A najlepszym przedstawicielem krakowskiej gastronomii jest pan
Maklowicz. Pozdrawiam Cie serdecznie z przecudnego Krakowa.

  Plac Centralny w krakowskiej Nowej Hucie będzie...
Moim zdanie to jedna wielka kpina. Z jednej strony staramy się rozreklamować NH
i ukazać jej orginalność a z drugiej strony zmieniamy nazwę najbardziej
znanego placu w Hucie na im prezydenta, a w dodatku prezydenta USA. Czy to nie
wystarczy, że Polacy idą za Stanami Zjednoczomymi wplątując się w niepotrzebne
nam konfikty? W takim raźie idźmy dalej zmnieńmy, np. nazwę alej trzech
wieszczów na aleję Trzech ostatnich prezydentów USA, a restaurację u Wierzynka
na MC'Donalds? resztę pozostawiam bez komentarza..............

  Krakow nieprzygotowany do turystyki...
...bujda na resorach...nigdy nie konsumowalem niczego z McDonalda czy jakiejs
innej amerykanskiej sieci szybkiego wypychania zoladka...wiem ze w tym miesie
zamrozonym przez dziesiec lat zalegaly sie nawet szczury, w zupach znajdowano
ludzkie czesci ciala...a fe !
...brak jednak w Krakowie dobrych restauracji...w Wierzynku moich znajomych
obiad zakonczyl sie strasznymi torsjami i rozwolnieniem...bardziej przykre ze w
gronie konsumentow byli obcokrajowcy wizytujacy Krakow po raz pierwszy.

...jednak musze stwierdzic jedna pozytywna rzecz...poprawila sie w niekturych
miejscach Krakowa czystosc ubikacji....ale nadal oznakowanie ich bardzo
kiepskie.

  Krakow nieprzygotowany do turystyki...
wiesz, nie wymagaj od wladz miasta zeby mowilo ci gdzie masz jesc.z tego co
wiem nigdzie na swiecie sie tego nie praktykuje.najprostsza rzecza jest
kupienie sobie przewodnika i ciekawosc.rozumiem ze w krakowie znasz tylko
wierzynka, chociaz moge polecic ci kilka lepszych restauracji.poza tym problemy
zoladkowe zdarzaja sie czesto osobom ktore od urodzenia zywia sie fastfoodami,
a jak mniemam byles z grupa osob z usa.

  Gdzie na Kazimierzu można zjeść dobry obiad?
a co? Ten pet to jakiś żarłok, ze tak Cię w tej kapuście zaniepokoił?
Spokojnie. Trafiają sie i zyjątka poddanie obróbce termicznej i w restauracji
Róży, Sheratona, Wierzynka, Hawełki wiec jakiś tam pojedynczy pet ( i zapewne
od solidnej marki papieroska) to betka...wazne sa zupełnie inne elementy
stanowiące o istocie smaku i jakości...
trudny
)))))

  zetknęliście się z legendarnym skąpstwem Krakusów?
"Swiatowa" Danuta
> A to jest kapitalne ! Jestes jak ten prostak seven. Mozesz to dodac na forum
> dla Rene, on ma depreche, to moze z ciebie na dobre sie usmieje i "na
> poziomie'.Cherubino - poziom dno jak ty

ty chyba paryz i zagranice to na fotografiach widzialas. a restauracja na poziomie to pewnie
makdonalds u ciebie na wsi. napisz jeszcze troche o "wspanialym" wierzynku, przynajmniej
bedzie wesolo.

a tak z ciekawosci- w tym wierzynku to jadlas tak z 10-15 lat temu? to by w sumie wiele
tlumaczylo...

  Wybory 2010: Fory dla Kracika i Rasia
Gosposia nie nadaje się na kierownicze stanowisko
Gościu ˝z bielska˝, gospodyni domowa, która kupuje warzywa na Placu
Imbramowskim w Krakowie jest też dobrym gospodarzem, bo kupuje tanio
i towar dobrej jakości. Ale to nie jest wystarczający powód, aby
powierzyć jej stanowisko dyrektora Restauracji Wierzynek w Krakowie.
Ona nie ma kwalifikacji i doświadczenia w kierowaniu dużymi
zespołami ludzkimi.
˝elcha˝ i ˝poważnie!˝ zwracali uwagę na właśnie ten bardzo ważny
aspekt. Ty uważasz, że taka gosposia nadaje się na dyrektora
Wierzynka. To twoje prawo, bowiem w demokratycznym państwie każdy ma
prawo do swoich poglądów, nawet tak absurdalnych jak twoje. Jeżeli
Wierzynek byłby twoją własnością, to możesz na stanowisko dyrektora
zatrudniać kogo chcesz, nawet tą gosposię.

Kraków należy do wszystkich mieszkańców, dlatego też każda poważna
partia polityczna powinna zastanowić się nad ewentualną kandydaturą
na prezydenta miasta Krakowa.
Platforma Obywatelska dąży wyłącznie do przejęcia władzy i to za
wszelką cenę. Dobro tego miasta ich nie interesuje. Interesuje ich
tylko ˝koryto˝. Wystarczy zaobserwować co wyprawiają radni PO w
Radzie Miasta Krakowa, aby się o tym przekonać.

  Kuchnia meksykańska - przekąski
Taco Mexicano.
Bardzo popularna restauracja meksykanska w Krakowie. Kilka sal
na roznych poziomach i licznie odwiedzana. Wczoraj jadlem tam
doskonale chili i odlotowe zeberka. Dobrze robia margarite i maja
piwo Corona :). Doskonale hiszpanskie czerwane wino Jumilla El Piano.
Adres: ul. Poselska 20, tel. 421-51-41.

Kawa i deser juz w Wierzynku.

Kawa i deser juz w W

  al-basha ... trujcie się dalej :)))))
Wielokrotnie jedliśmi tam, również ze znajomymi i nikt nie mówił że coś jest nie
tak. Nam np. kebab bardzo smakował i jedliśmy go już nie raz. Obsługa i czystość
jest bez zarzutu.
Jeżeli masz aksamitne podniebienie i czujesz się księciem z bajki to pewnie
jadasz we Wierzynku. Myślisz że w innych restauracjach wszystko jest czyściutkie
i sterylne. Może wymienisz miejsca gdzie spożywasz te wykwintne posiłki i gdzie
jest ta nienaganna czystość.

  Al Basha wizyta pierwsza i.....
Co człowiek to opinia. Wnioskuje na podstawie Twojego opisu ze mój mąż jadł dokładnie to samo danie co Ty i on skolei był zachwycony - powiedział ze to najlepsza shorama i najlepsze frytki jakie kiedykolwiek jadł w restauracji.
Co do błędów w menu, można wybaczyc, raz ze to nie Wierzynek, dwa z tego co zauważyłam to 90% obsługo to obcokrajowcy (w tym szef). My tak czy siak będziemy tam wracac :)

P.S. Temat Al Bashy już był poruszony pare postów nizej :)
Pozdrawiam :)

  restauracja japońska?
Zapewne chodzi Ci o prawdziwą japońską restauracja z sushi, sashimi itp. Tego,
niestety nie ma w Częstochowie (Chińska i A Donk maja orientalne potrawy, ale
to nie są japońskimi restauracjami). Przyzwoite japońskie bary i restauracje w
okolicach są w Katowicach (np. ul. Jagiellońska 3) i Krakowie (przy Rynku,
niedaleko Wierzynka). Obie polecam. Najwięcej jest ich, oczywiście, w Warszawie.

  nigdy więcej randek w ciemno!
Literko odwrociles kota do gory ogonem.
Tu nie chodzi o pieniadze, ale o zasady.Za swoja kawe zaplacilam i zawsze place
sama. Tu chodzi o buractwo.

On wybral restauracje.Po otworzeniu menu, zaczal narzekac. Nie wymagam by
zapraszano mnie do Wierzynka. Ale jesli wchodzimy do najzwyklejszej w swiecie
jadlodajni, a on od wejscia narzeka ze za 6,5 on by sobie ugotowal w domu, to
po cholere tam wlazilismy? Moglismy posiedziec na dworcu,cieplo by najmniej
bylo.On nawet nie zapytal czy tez bym czegos nie zjadla. Gdybym sama nie
zamowila sobie kawy, siedzialabym i patrzyla jak on je!

Nie gralam roli kopciuszka. Podtrzymywalam rozmowe, smialam sie, pytalam. A
on: "pewnie nigdy nie bylas w bibliotece bo tam trzeba siedziec cicho".
Bynajmniej nie odbiegalam od normy.

Nie usprawiedliwiajmy burakow rownouprawnieniem, tylko dlatego ze kobieta chce
sie czuc kobieta.

  Galeria Kazimierz - są parkingi?
Krzysiek, polecam wlasnie ta galerie na rynku

naprzeciw restauracji Wierzynka. cudowna architektura, ogromna ksiegarnia.
W galerji na Kazimierzy jest supermarket jakiego zadne miasto glowne na swiecie
nie moze sie wstydzic !!!

Gość portalu: krzysiek napisał(a):

> No to napiszcie wiecej na temat tego jak wam sie podoba galeria kazimierz?
>
> Wiem, ze gdzie na rynku jest jeszcze bardzo pomyslowo zrobiona galeria
handlowa
> we wnetrzu jakiejs starej kamienicy, ze z zewnatrz nic nie przypomina sklepu a
> wsrodku jest eleganckie centrum handlowe.

  (nazwa tego dania jest za długa!)
Bardzo ynspirujacy ten Twoj foodelek.
Czy zamowilabym w restauracji ? Nie - poniewaz nie weszlabym do
takiej, po przeczytaniu menu. Poza tym - jak ostatnio dowiedzialam
sie od przyjaciolki i jej narzeczonego - w Polsce nie jada sie w
restauracjach. Podobno taka moda. Nalezy i trzeba gotowac w domu
(uwaga - ja tylko cytuje).
Tak czy owak, ten "typ" potraw byl wszechobecny moim zdaniem, ale w
mniej wysublimowanej postaci, w latach dziewiecdziesiatych....tyle,
ze wtedy krolowal plaster ananasa na kotlecie (moim zdaniem to ten
sam styl, tylko bardziej prymitywny i demode, jak wiadomo nawet disco
polo ewoluowalo od tamtego czasu). Teraz jest o niebo lepiej, mamy
wielkie siecie handlowe, w ktorych mozemy zakupic rozne dziwactwa,
ludnosc sie wyedukowala, nawet czasem zje krewetke w sosie
majonezowym w awokado, wiec i discopolowa odmiana schabowego z
plastrem ananasa zdezaktualizowala sie i poszla w niepamiec. Chociaz
moze przez to, ze malo bywam na polskiej prowincji, to mi sie tylko
tak wydaje...
Dwa lata temu bylam w "odkupionym" czy tez moze raczej "podkupionym"
Wierzynku, ktory rzekomo przeszedl byl jakas gastronomiczna (jak sie
pozniej okazalo - gastrologiczna) rewolucje - dania dokladnie tym
guscie...duzo szumnych nazw, im dluzsza nazwa tym cena wyzsza. Wstyd
bylo mi z jednej strony (najstarsza polska knajpa - sic!), a
rownoczesnie zal starego, poczciwego Wierzynka zalatujacego peerelem
i chamskimi kelnerami - ale przynajmniej wiadomo bylo, o co chodzilo
w starym Wierzynku, a w nowym - niewiadomo o co. Chyba tylko o
PINIONDZE.

  Hotel przy Wysokiej Bramie - problem?
Faktycznie , to jest problem. Ale jak zobaczycie na starsze zdjecia tej
przybudówki do Wysokiej Bramy, to ona taka była tylko teraz jest zaniedbana i
dach , trzebaby bylo zmienić i może z tego zrobic jakąś fajną restaurację typu
Hawełka, czy krakowski Wierzynek cos ekskluzywnego. No nie wim tak myślę.
Trzeba by poszukać zdjęcia tego budynku i popatrzeć co by pasowało. Jednak ten
budyneczek zawsze był przyklejony do Wysokiej Bramy. Jedno jest pewne taki
hotelik z klitkami to nie ozdoba. Ta pizzeria na dole jest lepsza.

  Podzial prac domowych w polskiej rodzinie
> Zgadzam sie. U Wierzynka lepiej.

U nich to bym umarl z glodu :D
W eleganckich restauracjach serwuja takie malenkie porcje, ze musialbym ze 3 dania glowne zamowic, zebym przezyl do nastepnego dnia ;)
www.wierzynek.com.pl/pl/wierzynek/dania-glowne.html

  Restauracja Wawelu
Restauracja Wawelu
Każdy, kto poczytał sobie trochę Jasienicy wie dobrze, że Wawel to
czasy polskiej świetności. To uczty koronowanych u Wierzynka
ostatniego Piasta, to czasy Jagiellonów, którzy obsługiwali swoim
potomstwem trony połowy Europy.

Tusk-historyk dość skwapliwie przeniósł szczyt środkowej Europy na
Wawel pod byle pretekstem. Może to początek restauracji wawelskiej
tradycji politycznej. Tylko centusie zdaje się wolą Zioberka od
Jagiellonów.

  Krakowskie podsumowanie sezonu: było tanio i pusto
My tez od lat przyjezdzamy do Krakowa i zgadzam sie w niektorych
kwestiach:Krakow jest piekny a zwlaszcza Rynek tylko bez tych
tandetnych straganow i ciaglych remontow,nie mozna sfotografowac
Sukiennic bo go te kramy zaslaniaja z jednej strony a z drugiej
strony dzwig.Co do Kebabow ,to nie te orginalne-tureckie,ktore sa we
Francji ale jak ludziom smakuja??? Za 16 zl mozna zjesc caly obiad w
restauracji "U Moliera" na SZEWSKIEJ a na Krupniczej sa super barki
z kompozycjami salatek juz za 8zl,a lody u Wentzla kolo Wierzynka sa
po 2zl za galke super-smaczne/tutaj sa ciagle kolejki/ i turysci TO
ZNAJA ,a w Jamie Michalika piwo tez mozna wypic za 5zl .Nie trzeba
ciagle narzekac!!!!!!!! Czasem poogladajcie i ZALOZCIE ROZOWE
OKULARY.

  Wykwintna kolacja
>>>>nie wydaje mi sie, abys kiedykolwiek jadl w "gwiazdkowej"
restauracji, chocby z powodow stricte finansowych - ponizej 100 euro
na osobe sie w takich miejscach nie obejdzie. 150 do 200 z winem
bywa na porzadku dziennym. jest to cena za najwyzszej jakosci
produkty i sztuke kulinarna kucharza i jego zalogi, a
niekoniecznie glownie za pic za gwiazdke w guide michelin, czy czape
kucharska w gault millau. >>>>
Cos ci ta wykwintna kuchnia na mozg uderzyla.Zapewniam cie ze jest
wielu Polakow w Polsce ktorych stac wydac 100-150 euro za posilek.

>>>innaczej nie twierdzilbys, ze jest w polsce wiele takich, ktore
na takie wyrouznienie NAPRAWDE zasluguja. wymien choc jedna prosze.
>>>

Wierzynek w Krakowie- ma gwiazke Mochelina ( nie wiem czy jedna czy
wiecej)

  Kebabish
Problem czy nie.... Chyba nie, ale bede bronil lokalu (od razu mowie ze nie
jestm wlasciciele, wlascicielka, wspolmalzonkiem, konkubentem, dzieckiem
wlasciciela - po prostu dzis tam bylem). Z tego co mowil wlasciciel lokal
istnieje od tygodnia i moze faktycznie chlop w zamecie nie pomyslal o stronie.
Kumaty jest i pewnie nadrobi. Lokal jest vis a vis przystanku koncowego np.
linii 8. A teraz do meritum. Jesli oczekujecie wystroju jak z palacu perskiego
ksiecia to nie ten adres. To bardzo porzadnie (dobre sprzety, fajna
zastawa,czysto) urzadzony bar. Bar a nie restauracja klasy "VIP". W zwiazku z
tym nie ma tam tysiaca wykwintnych dan. Ale za to jest np. pyszny kebab (pisze o
tym co jadlem). Jest o niebo lepszy gatunkowo niz ten w kebablandzie na
slowackiego. Jest soczysty i dobrze doprawiony, Co do ceny to dla jednego tanio,
dla drugiego nie. Wlasciciele staraja sie i do zestawu dodaja cole gratis.
Jak to zwykle bywa... Dla jednego schludnie i ze smakiem. Inny bywalec Wierzynka
i Belvedere powie ze dziadostwo. Jeden powie ze smacznie i nie drogo a inny po
wczasach w Turcji kupionych na raty powie ze "ja bylem,ja widzialem. co wy mnie
tu....". A ja drodzy czytelnicy tez gdzieniegdzie bylem i powiem wam ze ja tam
jeszcze zajrze. Bo ciesze sie ze powstal nie kolejny bank, lumpeks albo buda z
gsm tylko ludzie staraja sie zrobic cos innego.
Dziekuje za uwage:-)

  a w Krakowie..

tak jest. Tutaj mnie rodzice zgubili

Stałam w przewalającym się tłumie turystów. Nie interesował mnie ani ten
kościół, ani "Barany", ani "Krzysztofory". Było upalne lato, byliśmy tam w samo
południe, pić mi się chciało i niczego już potem w życiu tak pewna nie byłam jak
wtedy tego, że rodzice mnie już nie znajdą.
By mi ten stres wynagrodzić, zabrali mnie na lody. Najpierw na mały ryneczek za
tym kościołem. Jednak ogromny szczur przemknął nam pod nogami. No to, do
Wierzynka. Jak już, to już. Pamiętam obraz na podeście schodów prowadzących na
piętro, pamiętam, że krzesło, które kelner podstawił z galanterią matce,
rozleciało się i matka śmiesznie wyglądała siedząc ze zdziwioną miną na dywanie,
pamiętam, nudziłam się okropnie i weszłam pod stół, położyłam się na brzuchu i
zaczęłam palcem obrysowywać wzory dywanu, pamiętam, przyszedł kelner i zwrócił
rodzicom uwagę, pamiętam, przyszedł nadkelner i przepraszał, i że posiłek na
koszt restauracji, i pamiętam, że ojciec zostawił na stole jakieś banknoty.

  Kartki nie ma, brudni nadal problemem
Kartki nie ma, brudni nadal problemem
W 100 % popieram bary mleczne. Żyjemy w społeczeństwie i każdy powinien siebie
szanować. Skoro nie szanują nas "niepachnący" to znaczy, że lekceważą nas jako
społeczeństwo. Skoro tak, to łamią podstawowe zasady współżycia i nie mają prawa
korzystać z dóbr płynących z życia w grupie społ.
Zaznaczam, że tacy ludzie mają możliwości żyća godnie mimo ubóstwa (organizacje,
przytułki, łaźnie, sklepy z ciuchami z drugiej ręki).
PS.A czy restauracje typu Wierzynek i inne ekskluzywne obsłużyły by
"kontrowersyjnych" klientów ? Oczywiście, że nie.

  Za tydzień hit w dole tabeli: Cracovia - Górnik...
"Przed meczem z Górnikiem największy dylemat będą mieli nie piłkarze, ale ludzie
związani z klubem. Przed meczem z GKS-em Filipiak zaprosił bowiem zawodników do
ekskluzywnej restauracji Wierzynek........"

To nic że żona Filipiaka jest współwłaścicielką Wierzynka (ekskluzywnego) i ma
wiekszość udziałów. Ale niech chłopocy mają i się najedzą.

  Jak często jadacie w restauracjach?
> tzn ty NIC NIE ROZUMIESZ!
> Podajesz przyklad:
> "przechodzilem obok McDonald'sa przy miejscu w ktorym dzieciaki szly do szkoly.
> McDonalds byl zawsze załadowany tymi dzieciaka mi. "
>
> jako przeciwage do obowiazkowej wizyty w czasie wycieczki do Krakowa.

Ja spytalem co jedza dzieciaki na wycieczkach w innych krajach, czy idą do
restauracji w Ritzu? Oczywiscie nie odpowiedziales mi na to pytanie.

> Jak wyraznie widac moje sluszne obawy ze moglbys splodzic jakies dzieciaki na
> swoj obraz sa jak najbardziej uzasadnione.

Takie zenujace rzucanie błotem w adwersarza to przyznawanie sie do wlasnej
indolencji prowadzenia dyskusji.

> Jezeli nie wierzysz w ekskluzywnosc PH wybierz sie do PH na Placu zamkowym w W-
> wie

I co tam zobaczę? Turystów wżerających pizzę. A czemu nie powiesz zebym wybrał
sie np do Wierzynka w Krakowie, albo dziesiatek innych ekskluzywnych knajp - co,
jesli w PH jada elyta narodu, to w takich miejscach ani chybi zobaczę półbogów?

  Auta z kratką znów bez VAT
jerry21 napisał:

> niestety wyrazam sprzeciw - wlasnie bardzo niski ale powszechny i
> jedyny podatek obrotowy od kazdej dzialalnosci jest jedynym
> sprawiedliwym i racjonalnym. minimum biurokracji -maximum efektow.
>
> przestanie sie oplacac dzialac na "stratach" - chyba zekogos
> na to stac!
> zadnych vatow , pitow , citow - precz!

No to prosimy :P, w handlu detalicznym dobrami trudno sprzedającymi się np.
biżuteria, ekskluzywne meble itd. marże liczone są w setkach procent - podobnie
w usługach, restauracjach itd. Trzeba będzie rzeszę urzędników żeby odróżnił np.
bar mleczny od "wierzynka", a uznaniowości fiskusa będzie znacznie większa. No
chyba że zakładamy że nie będzie tanich barów, sklepów dyskontowych, tanich
stacji benzynowych itd. - podatek obrotowy uderza w tych, którzy realizują
najmniejsze marże. Ale najważniejsze to dowalić tym co jadą na "stratach"...

  Czy będzie w Radomiu Restauracja Wierzbickiego???
To jest wlasnie myslenie - radomskie , Wierzbicki nie zyje ,
pamietaj osle , że ta restauracja , byla chlubą i prestizem Radomia
w okresie miedzywojennym w ktorym nasze miasto dynamicznie sie
rozwijało ,w miescie bylo, czysto, schludnie i byl porzadek a wladze
owczesne dbaly o Radom , dlatego przyjezdzali tu najwyzsi dostojnicy
panstwowi a restauracja - Wierzbickiego miała taka slawę jak - "
Wierzynka " w Krakowie , dlatego niema z czego szydzic a pomysł
przywrucenia dawnej tradycji dobrej kuchni w Radomiu uwazam za
bardzo dobry, tak sie robi na calym swiecie , dobre marki , slawne
restauracje maja tam tradycje nawet 500 - letnie i dalej sie je
pielegnuje.
Przed wojna Radom tez byl miastem powiatowym , ale staral sie
wlasnie przez takie incjatywy byc znaczacym i slyszanym miastem w
calej II-ej Rzeczpospolitej, dlaczego nie mozemy sie wyroznic
pozytywnie w obecnym czasie ?

  Krycha i catering (Klan)
a w życiu ! :D
no, ja lubię gotować..ale tak btw uważam podanie żarcia
cateringowego na przyjęciu za obciach i tyle. Mowa o przyjeciu
domowym oczywiscie dla grona przyjaciol, szczegolnie ze parę osob..
No chyba, ze jest to catering od krakowskiego wierzynka np.
a jako gosc wolalabym zjeśc rosół przygotowany przez gospodynię niż
krem z borowików z najlepszej restauracji ;D

czas sie spedza z goscmi jak juz przyjdą i na bostwo tez się mozna
zrobic.. no pani doktorowa i takie dwie lewe rece... pani Stenia ja
po prostu na maksa rozleniwila :D

  Stracone lato Krakowa: zapraszamy na debatę!
Od 20 lat mieszkam w szwecji a w tym roku wybralem sie z rodzina do
Krakowa gdzie zaprosilem ich (3 osoby) do Wierzynka gdzie spotkalo
nas tylko samo rozczarowanie - zupa przypalona, szchabowy i deser
oraz po lampce czerwonego wina a rachunek wystawilina 760 zl.
Jest to straszne zdzierstwo nawet w tak slynnej (dawniej)
restauracji. To jest dno wiecej nie wybiore sie do Krakowa. Polece
samolotem do Hiszpanji gdzie jest taniej- (za jedzenie i hotel)

  jak lubicie byc obsługiwani w restauracji?
nie cierpię nachalności, i teg wpatrywania sie w gościa, bo może się ruszy, może
trzeba podbiec coś zaproponować. nie, nie, nie.
misjce lubię wybierać sama, chyba że jest tłok. kelner powienien przynieść
kartę, za 5-10 min wrócić i zebrać zamówienia, wolę jak pytaja od razu o
przekąski, dania główne, napoje i desery i prznoszą w takiej kolejności jak nam
odpowiada a nie sterczą nad gościem czekajac aż zje żeby wziąść następne
zamówienie na kolejny posiłek. bo jak dla mnie kelner powinein być w pobliżu,
zeby kontrolować sytuację, ale nie nachalnie blisko.
co do doradzania, to tylko w sytualcji gdy nie można sie zdecydować, no i bez
tekstów: "to byłoby lepszym wyborem", bo od razu wiadomo, że lepiej zmienić
lokal. i nie cierpie, gdy kelner nawet przy zabieraniu brudnych talerzy mówi
każdej osobie "dziękuję". ostatnio byliśmy w takiej restauracji i po daniu
głównym od razu wyszliśmy. pytanie "czy smakowało państwu?" też przekreśla dla
mnie obsługę.
pod względem obsługi nigdy nie zawiodłam sie na "wierzynku" w Krakowie, tam jest
perfect:).

  Luiza w Polsce
W dobrej restauracji w Sydney za jedno danie trzeba placic ponad 30 AUD albo i
wiecej czyli wychodzi 66 zlotych.Ja w zeszlym roku w Krakowie w Wierzynku za
250 zlotych zjadlem z zona kolacje skladajaca sie z trzech dan,przelicz sobie w
Sydney za to samo wychodzi prawie 400 zlotych.Jak mnie stac aby stolowac sie w
Australii to w Polsce tym bardziej.

  cztery dni w Krakowie
Kazimierz jest obecnie jazzy...zależy kogo będziesz mieć w grupie.
Poza tym: Zaułek św. Tomasza na ul. Św. Tomasza - bardzo miło tam jest (np.
rest. Dym)
-ul. Poselska, gdzie jest kilka restauracji - różnego rodzaju
-na Stolarskiej jest takie miejsce "La Siesta" - czy coś takiego
-taka mała knajpka na rogu Grodzkiej i Rynku( nie po stronie Wierzynka),
wchodzi się do podwórka, grają muzykę z płyt czarnych(winylowych)

  Sondaż "Pentora" dla "Wprost": PiS - 41 proc., ...
kolejny wyborca pisu okazal sie ekonomicznym analfabeta.
Dania jest krajem rozwinietym , Polska jest krajem rozwijajacym sie.
Rozumiesz juz? nie chce mi sie tlumaczyc i tak nie skumasz.
Albo dobra, prosty przyklad. Moj sasiad ma 40 lat i dluga kariere zawodowa. Ma
subaru i duzo kasy. Jada w restauracji.
Ja natomiast skonczylem studia dwa lata temu i jestem jeszcze na dorobku. Moja
dziewczyna caly czas zrzedzi ze tez powinienem kupic subaru (na kredyt) i
powinnismy jadac w Wierzynku. Z zewnatrz wtedy moj luksus dorownalby mojemu
sasiadowi. Ale czy za 17 lat mialbym ten sam poziom zycia co on? nie, splajtowalbym.
Gdybys jeszcze nie rozumial - ty jestes ta dziewczyna ( i tobie podobni mazgaje
i cwiercmozgi pisowczycy)
Walesa mial racje, klamczyscy sa popierd.....

  Będzie rekordowy roku w krakowskiej turystyce?
Pani Grazyno! Zalamac to sie mozna czytajac pani
i pana Pietrzaka wypowiedzi. Zalamac sie mozna rowniez po przylocie na lotnisko
Balice, wizytkowke miasta Krakow. Totalna kompromitacja.
I jeszcze jedna rzecz, ktora mnie dziwi, ale to akurat od pani nie zalezy:
dlaczego Krakow nie posiada restauracji, serwujacej kuchnie polska na naprawde
wysokim poziomie, cos na ksztalt Malinowej czy Belvedere w Warszawie. To co
oferuja Hawelka i Wierzynek, lacznie z ich beznadziejnym serwisem, to jakies
wielkie nieporozumienie.

  jak po swietach?
Swieta - az smutno, ze to juz koniec.
My spedzilismy ten czas w Krakowie.
Bylo cieplo, slonecznie i smacznie.
Nie potrafie zliczyc kaw, lampek wina, ciast, jakie zjadlam na tarasach
krakwoskich kawiarni/restauracji.
Jak tylko w sobote bylo slonce, to my spacerowalsimy od tarasu do tarasu,
chociaz ten przy restauracji Pod Krzyzykiem, byl naszym faworytem, ze wzgledu
na obsluge i genialne fotele ratanowe. Bardzo nowoczesne.
Niedziela wygladala podobnie, o piatku wieczor nie wspomne.
Pozostalo mile wpsomnienie po obiedzie rodzinnym w Wierzynku. W ciagu tych
kilku lat bardzo poprawili jakosc i sposob podawania potraw.
Brawo.
Brawo Krakow za caloksztalt. Ja pije bardzo malo kawy, ale w takich miejscach
nie odmawiam nigdy - nie wiem ile espresso pochlonelam.
Jak w piatek po poludniu weszlismy z rodzinka na obiad do Guliwera na Brackiej
i przywitala nas usmiechnieta geba Grzgorza Turnaua i Janiny Ochojskiej, to az
milo sie w sercu zrobilo.
Misterium Meki Panskiej na krakowskim rynku, swiecenie pokarmow przed kosciolem
Mariackim, Lajkonik, palmy wielkanocne, nastroj swiat wdzieral sie wszedzie.
Wiosna pelna geba.
My spedzilismy bardzo udany czas. Nawet nasze dziecko i moja siostrzenica
wykazali wiele zrozumienia. Byli bardzo grzeczni, nawet kiedy w piatek wieczor
popijalismy winko w kawiarni na Kazimierzu. Spali grzecznie w wozeczkach:-)
Na pozegnanie z Krakowem zjedlismy jeszcze po kremowce na lotnisku.
Ja kocham swieta wielkanocne, chyba bardziej niz Boze Narodzenie. Ze wzgledu na
wiosne wlasnie.

  Niych cołyj śwat ziy jek kocha sia w Krakozie
"Prestiż miasta wzrósł znacznie, gdy w 1364 roku Kazimierz uzyskał od papieża
Urbana V zgodę na erygowanie w mieście Akademii.
Pod panowaniem Kazimierza Wielkiego, Kraków wkroczył na drogę wielkiej polityki,
czego wyrazem był Zjazd Krakowski z września 1364 roku, w czasie którego pod
pretekstem układania planów krucjaty antytureckiej, krolowie Polski, Węgier,
Danii i Cupru, cesarz Niemiec i król czeski w jednej osobie oraz liczni książęta
radzili nad układem sił w tej częsci Europy. Zjazd ten odbył się i gości
przyjmował Mikołaj Wierzynek w restauracji w kamienicy przy Rynku Głównym gdzie
zgodnie z tradycją odbyła się słynna uczta monarchów."

schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=103&pos=74
"Najwspanialsza uczta w rajcy Wierzynka. Kraków i Polska nie widziały od czasów
pamiętnego gnieźnieńskiego zjazdu w 1000 roku. Zaroiło się miasto od tłumów
dostojnych gości, pośród których byli Ludwik, król węgierski, Waldemar, krol
Danii, Piotr, krol Cypru, książęta: Otton Bawarski, Ziemowit Mazowiecki,
Bolesław Świdnicki, Władysław Opolski, Bogusław Pomorski z synem Kaźkiem i wielu
innych... wszyscy otoczeni baronami i hrabiami.

  Róznica w wyksztalceniu-czy to przeszkoda?
Nie przejmuj sie wypisywaniem głupot przez ludzi typu kelner z Wierzynka. Juz
sam agresywny ton, chęć wpędzania kogos w kompleksy (?), światopogląd i język
mówia same za siebie. Facet ma kompleksy i to olbrzymie. Znam paru takich - pod
cieniutka warstwa patyny wystaje słoma. Brak jakiejkolwiek głębszej wiedzy,
przeczytanych ( najczęściej bez zrozumienia) kilka książek, brak znajomości
jęzków w stopniu umożliwiających coś więcej niż zrozumienie czego zyczy sobie
gość przy stoliku w restauracji itd, itp. Tego typu ludzie, choc jeżdżą po
swiecie, najczęściej nie wiedzą co zwiedzaja, zabytków nie potrafia połączyć z
epoka, w której powstały, z twórcami, z niczym.
Pieniądze wydaja na coraz lepsze samochody, nowsze modele komputerów i modne
gadżety. Dom takich ludzi to typowy przykład nowobogackich z kryształem w
centralnym punkcie.
P.S. Są i tacy , ja im na swój sposób współczuję, bo czasem mam przyjemność
rozmawiać z nimi w sytuacji, gdy robia sie ulegli, malutcy i bardzo bezbronni.
Ale to juz inna opowieść. Pozdrawiam.

  WLKP ma nizsza dotace dla woj. niz srednia krajowa
user3791 napisał(a):

> a wy zdaje sie dostalscie 120 mln na nowa Bib UJ my o takiej dotacji mozemy
> pomarzyc
>
> Bibloteka UJ sluzy nie tylko UJ. Studencji (i nie tylko studencji) z calej Pols
> ki
> moga z niej korzystac. Z reszta w niej jest tyle cennych ksiazek (bedacych
> wlasnoscia wszystkich Polakow) ze na tym nie nalezy oszczedzac. Podobnie jak na
>
> bibliotece Raczynskich w Poznaniu, Ossolinskich we Wrocku
> A tak w ogole to przestance pisac ze Poznan jest taki wspanialy a reszta Polski
>
> jest gorsza. W Poznaiu bywal co 2 weekend wiec mam skale porownawcza. Poznan ma
>
> wady i zalety jak wiekszosc miast w Polsce. I moge powiedziec ze o ile Malta je
> st
> Super to retauracje nie maja najwyzszego poziomu (no moze oprocz poziomu cen)
> Pozdrawiam

Ten watek chyba dowodzi ze nie jest tak super...
Oczywiscie ze na bib Uj nie nalezy oszczedzac ale np. nasz bib Wydzialu Prawa i
ADM w Poznaniu ma jeden z lepszych zbiorow w Polsce (potwierdzaja to nawet na Uj
i UW) a kasy ani na remont ani na nowa siedzibe...
Zalezy w jakich restauracjach bywasz:) ale bedziemy mieli Wierzynka juz niedlugo
a na razie mamy Baznciarnie Gessler:)
pozdro:)

  Czemu w glupich teleturniejach daja Skody?
Gdybyś wygrał 200 tys.PLN, porządny samochód, wycieczkę na Cypr, wesele w
restauracji Wierzynek w Krakowie też mógłbyś uronić łzę szczęścia.

  Najlepsze miejsce na Ursynowie/Kabatach.....
Edbud kiedyś zapowiadał, że w tej inwestycji będzie filia restauracji Wierzynek
z Krakowa...

  Noc muzeów w sobotę w Krakowie
Organizatorom udało się nadwyraz celnie przekazać unijne przesłanie. "Uczta u
Wierzynka" - dla gołodupców oglądanie obrazu w Sukiennicach, dla "równiejszych"
prawdziwa uczta w restauracji u Wierzynka.

  Która restauracja przed zaręczynami? No i nie wiem
wierzynek to przerost formy nad trescia, to juz od dawna nie jest czolowka krakowskich
restauracji.. nie wiem jak hawelka, bo tam nigdy nie bylem, ale wierzynek odradzam

  gdzie na Meksykańskie jedzonko?
Byłam i napradę polecam. Bardzo dobre świerze, oryginalne jedzenie. Takie
steaki jadłam tylko za granicą i w grillu w wierzynku. Miła obsługa, dużo
promocji, naprawdę jak dla mnie restauracja na 5- (- za lokalizację) :)

  Kaj w krakowie dobra knajpa?
SINUX
Na rynku Po stronie RESTAURACJI WIERZYNEK Jest fajna kowbojska knajpka

  North Fish. Strzeż się tych miejsc
Również jadam tam od czasu do czasu-Wierzynek to nie jest ale ryby
przyrzadzaja całkiem dobre.Autor artukułu przesadza,no chyba ,że na
codzień stołuje się w wykwintnych restauracjach

  Miasto sprzedało lokal w Rynku
A w Krakowie w Rynku jest jakoś miejsce i na książki i na restauracje -
bardziej cenione niż wrocławskie za to tańsze (poza Wierzynkiem).
Niestety, kulturalnej pozycji Wrocławia coraz dalej do Krakowa.

  Najlepsza restauracja w Częstochowie
Na pewno Chata to nie pub - decyduje o tym wlasnie KUCHNIA.

Dla mnie restauracja to przede wszystkim dobra KUCHNIA - bylem raz w krakowskim
Wierzynku - absolutny przerost formy nad trescia - przepych wystroju
a jedzenie bez wyrazu jak papka.

  Dlaczego kuchnia polska nie jest modna na swiecie
Modna nie modna - w Krakowie cudzoziemcy uwielbiaja Wierzynka, Cechowa, a nawet
Chlopskie Jadlo. Pod Krakowem jest tez niezla restauracja Skorpion, gdzie
polskie dania prezentowane sa jak male dziele sztuki. Wiec chyba nie jest tak zle.

  bigos i kulinarne upodobania 'zagranicznych' mezow
Co sadzi moj o polskiej kuchni? Uboga, biedna, tlusta, przystosowana do klimatu
zima.
Co lubi z polskiej kuchni - wiele, do dzis powtarza, ze to co najlepsze w
polskiej kuchni podaja w krakowskim Wierzynku. Nawet przy mojej mamie, ale mama
nie lubi gotowac, wiec coraz czesciej nie gotuje tylko zabiera nas do
restauracji.
A co dokladnie lubi - lubi drinki z trojniaka, golonke, lubi bigos - ale nie
podrobke bigosu, ale prawdziwy gdzie nie oszukuje sie na skladnikach. Lubi
chleb na zakwasie, lubi kindziuka i suszona szynke, lubi baranine - ale to juz
staropolska kuchnia. Lubi krolika, przepiorki - ale to znowu trzeba sie
naszukac, zeby w Polsce kupic, a przeciez to przodujace potrawy staropolskie.
Lubi wreszcie zurek, ale nie z torebki. Nie gardzi tez miesami - ale nie tymi
prasowanymi i papowanymi woda i czym jeszcze popadnie.
Uwielbia dziczyzne.
Nie lubi wodki pitej na polska modle. Znaczy do kolacji, obiadu, jako
przerywnik przy jedzeniu. Wtedy obowiazkowo musi byc wino lub piwo lub woda. I
szczesliwie sie sklada, ze nie musial w mojej rodzinie w tym rytuale
uczestniczyc. Owszem wypija kieliszek wodki, np. po kolacji i nigdy go nie
zapija, raczej saczy. Zawsze zdumiewaja go ludzie, ktorzy wlewaja w siebie
kieliszek wodki i szukaja czegos, aby popic. Mowi do mnie - znaczy, ze nie
lubia smaku wodki? To po co pija?
Ja wytlumaczyc nie potrafie.
Bardzo lubi oscypka, bryndze. Lubi strogonowa, ale jak wie z jakiej wolowiny.
Nade wszystko nienawidzi polskich pasztetow - twierdzi, ze czuje sie tam tylko
bulke i chleb. No ale sam pochodzi z kraju pasztetow, wiec nie dyskutuje, bo
wiem ze ma racje. Chociaz pojawily sie i u nas na rynku dobre pasztety.
Suszone kielbasy z dziczyzny lub mieszanego miesa.
A od naszych sasiadow SLowakow uwielbia likiery, sery i piwo.

  Potrawy swiazeczne!
Chlopskie jadlo tez mi sie spodobalo i maja smaczne potrawy.
W Wierzynku jak dla mnie za sztywno ,ale kto co lubi!
Ja polecam restauracje "Balaton" ,rowniez w Centrum.

  Janusz Filipiak: Po co mam być gościnny
Zanujaca historia Panie Profesorze.
Przedwczoraj bylismy na meczu na Soldier Field, o ktorym Gazeta pisze w innym
miejscu. Bylo 54,400 kibicow. I wie Pan co? Nie widzialem ani jednego
umundurowanego policjanta. Pan ogranicza widownie do 6 tysiecy? Przeciez to
smieszne. I z tym Pan chce do Europy? Niech Pan nie ogranicza tych chlopcow do
bycua ogladanym i dopingowanym tylko przez 6 tysiecy. Na Soldier Field tez byla
grupa, ktora nie lubi Wisly i spiewala pod adresem Waszej sasiadki
nieprzyzwoite piosenki. Ale wie Pan co - Nikt tego prawie nie slyszal - tak
glosny byl inny doping. I tych 100 lub 200 glupich i zadziornych kibicow
zaginelo kompletnie wsrod 54 tysiecy ludzi.
Nalezy stadion otworzyc na wieksza liczbe - wowczas ta garstka bandziorow,
ktora przychodzi tolerowana na Pana mecze sama sie zamknie, gdyz " w grupie
sila".
Moze wlasnie to jest sposob na zlikwidowanie chamstwa i bandytyzmu na
trybunach.
W zeszlym roku bylem na meczu mojej kochanej Cracovii po dwudziestu latach
pobytu zagranica. I bylem bardzo zasmucony tym co widzialem na Panskim
stadionie.
Ale jezeli grupa, ktora rozrabia ma tylko 200 osob, to te osoby nalezy
wczesniej zaznaczyc i eliminowac, a stadion otworzyc dla ile sie tylko
pomiesci.
Pamietam przed ponad 20 laty mecz Cracovii z Gornikiem, na ktorym na stadionie
bylo okolo 20 tysiecy ludzi.
Jak Pan chce wyjsc na swoje, jezeli wpuszcza Pan tylko 6 tysiecy?
I co z takimi, ktorzy przylatuja zza oceanu aby obejrzec mecz? Tych Pan tez nie
wpusci???
Czuje sie zupelnie jak rok temu w marcu, kiedy ciec w Wierzynku nie wpuscil
mnie i mojej zony o godzinie 10:30 do restauracji, bez zadnej odpowiedzi.
Ot, po prostu nie wpuscil..... To musi jednak byc rodzinne.....
Bywalem w Wierzynku, zanim Pan jeszcze do Krakowa sie sprowadzil, Chodzilem na
Cracovie, kiedy Pan jeszcze nie mial pojecia, ze taki klub istnieje.
Drewniana trybuna po polnocnej stronie, Ogniwo Krakow - Unia Chorzow, czy Panu
to cos mowi? Napewno nic....

  gdzie kosmetyki L'Occitane na Slasku?
O ile wiem na Śląsku nie ma sklepow L'Occitane.Jest natomiast w Krakowie, przy
rynku (w pasazu,naprzeciw restauracji Wierzynek"

  Czy byliscie kiedys w prawdziwym casinie?
z tym to jest tak jak np.byłem w restauracji i byłem na kolacji u
Wierzynka.

  Historia 2009
w Krakowie do dziś jest restauracja U Wierzynka
mieszkam w Krakowie wiec dla mnie to w miarę proste

  Bielan: Głosowaliśmy wcześniej, bo działacze si...
z jakiej restauracji Bielan ma kluski w buzi?
z Mariota? czy z Wierzynka? amoze z jakiejs brukselskiej:)

  Limeryki - resuscytacja.
Raz turysta w restauracji Wierzynek
chciał zamówić pasztet z małych dziewczynek.
Wyrażono zdumienie,
kelner wpadł w osłupienie.
To wyraźny do prowincjonalizmu przyczynek.

  Kiedy zostanie wyremontowana śluza Mieszczańska?
Kiedy zostanie wyremontowana śluza Mieszczańska?
Kiedy zostanie wyremontowana śluza Mieszczańska?

Filip Mecner 18-05-2003, ostatnia aktualizacja 18-05-2003 18:09

Otwarcie śluzy Mieszczańskiej da turystom niesamowite możliwości!
Przepłynięcie Odrą ze wschodu na zachód miasta zajmie 20 minut, a nie dwie
godziny. No i w końcu będzie można zobaczyć z wody całe Stare Miasto i
Uniwersytet

Dzisiaj, gdyby statek z turystami chciał przepłynąć Odrą np. z zoo w stronę
Kozanowa, to wycieczkowicze straciliby co najmniej 3 godziny. Wszystko przez
to, że trzeba płynąć naokoło i kilkoma śluzami. Są bowiem dwie trasy.
Pierwsza przez śluzę Szczytniki, Starą Odrę, Kanał Miejski i śluzę Miejską.
Druga, trochę dłuższa, przez śluzę Opatowice, śluzę Bartoszowice, Zacisze i
śluzę Różanka.

Na dodatek turystów ominęłyby atrakcje Wrocławia. Nie mogą zobaczyć z wody
ani całego Starego Miasta i Uniwersytetu, ani przepłynąć pięknymi kanałami
wzdłuż starówki. Wszystko dlatego, że nie działa śluza Mieszczańska, położona
pod mostem Pomorskim. To historyczny obiekt, pozostałość po budowanym w
średniowieczu drugim stopniu piętrzenia Odry. Co ciekawe, finansowany z kasy
ówczesnego Wrocławia i prywatnych pieniędzy znanego mieszczanina krakowskiego
Wierzynka.

Sama śluza Mieszczańska jest sprawna. Zdewastowany jest natomiast dolny
awanport, czyli miejsce, w którym statki oczekują na śluzowanie. Na brzegu
rosną olbrzymie drzewa, jest pęknięte nabrzeże. Górny awanport (pomiędzy
restauracją Między Mostami a samym mostem) jest już w miarę dobrym stanie.
Wymaga m.in. odmulenia.

- Miastu bardzo zależałoby na uruchomieniu śluzy, bo to otwiera całą Odrę dla
turystów! - mówi prezydent Rafał Dutkiewicz. - Rzeka mogłaby się stać wówczas
niesamowitą atrakcją turystyczną. Na remont awanportu, jeśli byłaby taka
potrzeba, miasto mogłoby dać też trochę pieniędzy.

Kasa miejska nie będzie chyba potrzebna, bo remont dolnego awanportu śluzy
Mieszczańskiej jest objęty Programem dla Odry 2006. Zbigniew Dubniański,
inspektor w Biurze Pełnomocnika tego Programu, mówi, że na remont potrzeba
4,5 mln złotych.

- Ruch turystyczny na Odrze z roku na rok zwiększa się. Dlatego już
wnioskowaliśmy do rządu o tę kwotę - mówi Dubniański. Biuro pełnomocnika
pieniądze dostanie na pewno i przekaże Regionalnemu Zarządowi Dróg Wodnych.
To oni zdecydują, kiedy ruszy remont.

Za pomoc przy powstawaniu tekstu dziękuję panom Ryszardowi Majewiczowi i
Krzysztofowi Bojdzie

  Lot orła
Lot orła
W związku z objęciem zaszczytnej funkcji wicepremiera i ministra edukacji
przez p. Romana Giertycha pozwolę sobie na przypomnienie pewnego epizodu z
jego twórczości pisarskiej, która - jak mówi przysłowie - jest lustrem w
którym odbija się dusza pisarza...

Niemcy po 1933r. też żałowali, że nie przeczytali dzieła p. Adolfa Hitlera
pt. "Mein Kampf" wtedy, kiedy posiadanie co najmniej jednego egzemplarza nie
było jeszcze wymagane prawem.

Toteż chciałbym zaprezentować faszystowską książkę p. wicepremiera
zatytułowaną "Lot orła" (okładka: www.lideria.pl/img_big/15639.jpg )

Jestem zdania, że jej uważna lektura pozwoli na przewidzenie z dużą
dokładnością kierunku polityki ministerstwa edukacji na najbliższe lata.

Oto jej fragment:

"W dniu 11 listopada 1998 roku szedłem w manifestacji zorganizowanej przez
Młodzież Wszechpolską. Pół tysiąca młodych ludzi karnym szeregiem wyszło z
dziedzińca na Wawelu i przeszło przez Stary Rynek, ulicą Floriańską, aż wresz­
cie stanęło przed Pomnikiem Grunwaldzkim. Wchodząc na Rynek młodzież za­częła
skandować: "Wielka Polska", "Wielka Polska". Potężne hasło rozległo się wśród
pradawnych kamienic. Przechodnie i turyści spoglądali na idących trochę jak
na obudzonych śpiących rycerzy, którzy wyszli z gór. Miało się wrażenie,
jakby tych pięciuset chłopców stanowiło jakiś relikt, burzący dobre samopoczu­
cie mieszkańców królewskiego niegdyś miasta oraz licznie przebywających tu
turystów. Przed samymi drzwiami restauracji u Wierzynka, gdzie wybite zostały
ostatnio herby Lions Ciub i Rotary Ciub rozległo się gromkie skandowane hasło
"Wiel-ka Pol-ska - Ka-to-li-cka". Była to największa manifestacja narodowa od
roku 1939. Chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej na drugi dzień poszli do szkół,
czy na Uniwersytet. W mieście życie toczyło się jak gdyby nigdy nic. Miałem
wrażenie, że tłumy przechodzące przez krakowski rynek nie zdają sobie sprawy
z tego, że pod pozorem coraz bardziej liberalnych zmian w Polsce, narasta
jednak coraz silniejszy nurt całkiem odmienny od panującej poprawności
politycznej. Tych kilkuset młodych ludzi nie stanowiło grupki epigonów
kończącej się epoki, ale awangardę która przyniesie Polsce odmienną
rzeczywistość w rozpoczynają­cym się XXI wieku. W historii naszego kraju
zawsze istniały okresy, w których Ruch Narodowy był silny, a później
następował czas jego osłabienia. Ta przemienność dziejów Ruchu Narodowego
jest cechą omalże charakterystyczną dla siły politycznej, która w Narodzie
Polskim istniała od początku."

  Lot orła
maymonides napisał:

> artsg napisał:
>
> > Możesz się Inkowski dołożyć do ściepy.
>
> Jestem gotów zaryzykować nagłe wzbogacenie się Giertycha, jeśli tylko każdy
> Polak będzie wiedział, po przeczytaniu jego faszystowskich bredni, z kim ma
do
> czynienia..
>
"W dniu 11 listopada 1998 roku szedłem w manifestacji zorganizowanej przez
Młodzież Wszechpolską. Pół tysiąca młodych ludzi karnym szeregiem wyszło z
dziedzińca na Wawelu i przeszło przez Stary Rynek, ulicą Floriańską, aż wresz­
cie stanęło przed Pomnikiem Grunwaldzkim. Wchodząc na Rynek młodzież za­częła
skandować: "Wielka Polska", "Wielka Polska". Potężne hasło rozległo się wśród
pradawnych kamienic. Przechodnie i turyści spoglądali na idących trochę jak
na obudzonych śpiących rycerzy, którzy wyszli z gór. Miało się wrażenie,
jakby tych pięciuset chłopców stanowiło jakiś relikt, burzący dobre samopoczu­
cie mieszkańców królewskiego niegdyś miasta oraz licznie przebywających tu
turystów. Przed samymi drzwiami restauracji u Wierzynka, gdzie wybite zostały
ostatnio herby Lions Ciub i Rotary Ciub rozległo się gromkie skandowane hasło
"Wiel-ka Pol-ska - Ka-to-li-cka". Była to największa manifestacja narodowa od
roku 1939. Chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej na drugi dzień poszli do szkół,
czy na Uniwersytet. W mieście życie toczyło się jak gdyby nigdy nic. Miałem
wrażenie, że tłumy przechodzące przez krakowski rynek nie zdają sobie sprawy
z tego, że pod pozorem coraz bardziej liberalnych zmian w Polsce, narasta
jednak coraz silniejszy nurt całkiem odmienny od panującej poprawności
politycznej. Tych kilkuset młodych ludzi nie stanowiło grupki epigonów
kończącej się epoki, ale awangardę która przyniesie Polsce odmienną
rzeczywistość w rozpoczynają­cym się XXI wieku. W historii naszego kraju
zawsze istniały okresy, w których Ruch Narodowy był silny, a później
następował czas jego osłabienia. Ta przemienność dziejów Ruchu Narodowego
jest cechą omalże charakterystyczną dla siły politycznej, która w Narodzie
Polskim istniała od początku."

W powyższym fragmencie wystarczy zmienić kilka słów i masz jak nic relację np.
z tz. "Parady równości"

  Girlculture - jakie są amerykańskie nastolatki
Gość portalu: Martyna napisał(a):

>
>
> Co do pieniedzy i do stroju to sie zgodze ale nie wiem czemu tak sie czepiasz
>
> do tego,ze Ameryka jest rozna.

O co ci chodzi? Czy ja napisalam, ze Ameryka jest rozna? Czy moze chodzi ci o
to, ze napisalam, ze jest rozna od Polski? Jesli to drugie, to czepiam sie o
tyle, o ile widze, jak wiele rzeczy jest bezmyslnie kopiowanych ze Stanow do
Polski. A po co? A po to, bo nadal Polakom sie wydaje, ze Stany to kraj mlekiem
i miodem plynacy. Ja naprawde nie rozumiem tego calego zachwytu na Amerykanskimi
"wzorcami".

> Mozna tu znalezc wszystko dla kazdego co kto lubi chude, sredniem grube i
> ogromne kobiety znajda amatoroe czy to jest zle?

Cos czuje w moczu, ze sama nalezysz do puszystych i dlatego tak bardzo stajesz
po tej stronie. Oczywiscie, nie ma nic zlego w byciu puszystym i swiat jest
dlatego piekny, ze kazdemu podoba sie cos innego. Ale... ja nie mowie o byciu
puszystym. Ja mowie o kobietach i mezczyznac wazacych po 200 kg [wlasnie
rozmawialam na ten temat z moim nie-mezem i on twierdzi, ze prawdpodobnie ponad
1/3 Amerykanow ma duze problemy z nadwaga], majacych tylki, ktore skruszylyby
polskie krzesla, ubikacje czy lawki. Ja nie mowie o osobach, ktore maja nawet do
30 kg nadwagi. Osoby otyle w Stanach to takie, ktorych tylek ma przynajmniej
METR szerokosci! Mam nadzieje, ze wiesz o czym mowisz... moe bylas kiedys w
Stanach, moze widzialas te toczace sie zwaly tluszczu? Zanim przyjechalam do
Stanow moje wyobrazenie osoby otylej to bylo - np. dziewczyna 165 cm wzrostu i
70 kg wagi. Tutaj, ta sama dziewczyna uchodzilaby za normalna [w moim odczuciu].

>
> Co Cie razi w jedzeniu w restauracjach? lubw innych rzeczach ? Nie rozumienm o
>
> co Ci chodzi? Tak jak w Poslce masz elegantki i kbiety biegajace w dresach
> przez caly dzien.

Ja naprawde nie jestem ci w stanie tlumaczyc kazdego zjawiska osobno... Jedzenie
w restauracji... hmm... no coz... jesli wychodzisz do restauracji raz na jakis
czas, a poza tym gotujesz posilki w domu, to spoko. Natomiast tutaj, albo
wychodzi sie do restauracji [aha, przypomne, ze w ich pojeciu Mc Donalds jest
restauracja] i nie jest to miejsce na poziomie Wierzynka czy innych typowych
restauracji. To miejsca, w ktorych lepiej nie zastanawiac sie co sie zjada ze
swojego talerza. No wiec, jak nie knajpa, to zamawianie jedzenia do domu [pizza
ociekajaca tluszczem i amerykanski sposob przysikania serwetki do pizzy, zeby
zabrala tluszcz], a jesli juz ktos sie zdecyduje cos samemu zrobic, to w
wiekszosci przypadkow gotuje sie tu z polproduktow nafaszerowanych chemia,
hormonami, pestycydami i czym jeszcze tylko chcesz. Ludzie kupuja mrozone
posilki i sie nimi zapychaja po 5-6 razy w tygodniu... O TO MI CHODZI!

>
> A co do artykulu ichudego wygladu to jedank stwierdzam, ze Ameryka jest o
> wiele bardziej tolerancyjna dla grubych ludzi niz Polska . I o wiele lepiej sie
>
> zyje osobom z nadwaga niz w Polsce.

No i powiedz mi czy to jest aby takie dobre, ze zyje sie im lepiej? [BTW - a co
maja do cholery zrobic? Sprobuj najechac na 1/3 spoleczenstwa, sprobuj ich nie
tolerowac]. Czy naprawde wydaje ci sie, ze fakt, ze ci ludzie tak swobodnie sie
czuja obzerajac sie dniami i nocami jest pozytywnym czynnikiem? Prawda jest to,
ze ci ludzie nienawidza siebie i swojego wygladu. Sa zakompleksieni [99,99999%]
Amerykanow jest zakompleksionych, roznia sie tylko podlozem owych kompleksow.

Ogladalam ostatnio jakis glupi talk show o dzieciach z nadwaga. Byla tam jedna
lalunia, ktora mowila o swojej 5-letniej coreczce z nadwaga... rozwodzila sie o
niej, ze juz nie wie co zrobic, zeby to dziecko nie tylko. Jak w koncu pokazali
ta mala, to myslalam, ze z krzesla spadne. Ona wygladala jak laleczka MICHELIN!
A nawet gorzej... to dziecko wygladalo jakby ktos okleil je watolina... jej
twarz... nos i usta ginely w policzkach. Dziewczynka potrafila lezec i siedziec
[ale tylko z pomoca], nie potrafila chodzic i matka twierdzila, ze ona chyba
sama musi podjadac [jak? dziecko samo by kroku nie zrobilo], bo przeciez ona jej
tylko daje miske platkow rano, pol kanapki na lunch, a na kolacje to moze
kawalek mieska... Tiaaa.. jasne...
I co? I czekac tylko az przywioza do Polski te syfiaste wynalazki amerykanckiego
przemyslu spozyczego... te ich patenty na wonder bread i inne syfy... i bedziemy
mieli Ameryke!

Szkoda, ze my tez nie jestesmy asertywni...
Mia

  III Aleja. Mieć salon, to zobowiązuje
A może to gusta się zmieniają?
Pamiętam lata siedemdziesiąte. Można to zobaczyć na wielu polskich filmach.
Wtedy "bywanie" w restauracjach i kawiarniach było po prostu modne. W
najmniejszej miejscowości były kawiarnie i restauracje i co dziwne ludzi w nich
nie brakowało. Nawet na wsiach ludzie wychodzili po udoju "na kawę do Klubu
Rolnika".

W Częstochowie było kilka lokali, z tzw. działalnością rozrywkową. To się
nazywało wówczas "Dancing". Trzech, rzadko czterech muzyków plus wokalistka,
konferansjer, no i nieodłączny striptease. Dziś nie wiem, czy ludzie chodzili na
te imprezy, bo tak smakowała im ta "galareta w szklance" (seta i lorneta), czy
tak bardzo lubili tańczyć przy muzyce na żywo, czy po prostu szli oglądać tę
panią, co to po północy pokazywała jak ładnie zdjąć oklejone cekinami majtki.

Teraz to mi się wydaje, że ludzie, nie mając internetu po prostu musieli gdzieś
się spotkać. To była rozrywka na miarę tamtych czasów, z wódką czystą,
koreczkami z sera i kawą Marago "parzoną w szklance". Niektórym wydaje się, że
tamte czasy nadal mogą trwać, że ludzie, zamiast zaparzyć sobie kawę w domowym
ekspresie, zaczną korzystać ze stolików w ich lokalach. Tylko, ja się
zastanawiam - po co?

Czy ktokolwiek myślał, by w jednym z lokali w Alejach zrobić prawdziwy lokal w
modnym obecnie stylu "vintage"? Trzech wąsatych grajków na miniscenie i
nieodłączny striptease o północy? Może to byłby częstochowski hit, odświeżenie
starej "działalności rozrywkowej" jaką każdy szanujący się lokal trzydzieści lat
temu prowadził?

Propozycja w rodzaju kawy parzonej na szybko w ekspresie, lodów z hurtowni,
muzyki z plików mp3, czy nawet radia, a nawet telewizor z programem z satelity,
to za mało, bo to teraz każdy ma w domu. Szybki, byle jaki posiłek, da fast
food. Lokali z tradycjami, w rodzaju "Wierzynka" w Alejach po prostu nie ma i
nie było. To do czego ludzie mają w te aleje w dni powszednie ciągnąć?

Trzeba pamiętać, że Częstochowa, to miasto niebogate, że ludzie zarabiają tu
mało, że muszą liczyć swoje pieniądze i jeśli raz w tygodniu wybierają się
"gdzieś posiedzieć" to już jest dobrze. Część z nich może wpadłoby częściej, ale
to trzeba ich wyciągnąć z innych miejsc. Wyciągnąć, nie za kołnierze, ale
odpowiednią propozycją, jakiegoś koncertu, spotkania z kimś dla nich
interesującym, czy choćby możliwością uczestnictwa w stylizowanym dancingu.
Striptease w restauracji w Alejach - dlaczego nie? Czyżby naprawdę nie znaleźli
się na to chętni?

Tylko, że w sumie ja nie widzę w Alejach żadnego lokalu, który (na miarę
ubiegłowiecznej Adrii, czy Prasowej) miałby powierzchnię, która zapewniłaby
możliwość organizacji podobnych imprez. Wszystkie, korzystając z tamtych
standardów zasługują na szyld "Bistro". A że "Bistro" to było miejsce, gdzie się
wpadało szybko i tanio coś zjeść, stąd nic dziwnego, że ludzie może i "wpadają".
Owszem, jest możliwość "szybko", ale nie ma możliwości "tanio". Koło się zamyka.
Z jednej strony ludzie narzekający na wysokość czynszu, ZUS, podatki, z drugiej
Pan Konsument, który nie będzie płacił dużo za bardzo ograniczone możliwości
spędzenia wolnego czasu. Mając 20 złotych wybierze seans w Cinema City, a nie
kawę z ciastkiem w Alejach. A że właściciele cierpią? No cóż, możliwości są
dwie. Uatrakcyjnienie swojej oferty, cięcie kosztów, przy zwiększeniu
atrakcyjności oferty to raz, zmiana profilu, bądź miejsca prowadzenia inwestycji
to dwa. Może III Aleja lata świetności ma za sobą? Supermarkety, teraz Galeria -
może to zastąpiło zeszłowieczne dancingi. Z drugiej strony, chyba to dobrze. Jak
człowiek ma czas, to powinien jechać choćby do Olsztyna jechać, po górkach
połazić. Zawsze to zdrowiej, niż męczyć się w zadymionych pubach, nad szklanką
średniej jakości kawy, czy kuflem piwa. To samo piwo, wypite w plenerze (ale z
daleka od obszarów penetrowanych przez straż miejską) może smakować równie
dobrze, a niejednokrotnie jest zdecydowanie tańsze. A że ktoś zarabia mniej -
może po prostu nie ma czego na dzisiejsze czasy sprzedać?

  Z Ritom po Krakowie sie posmykac
Bedzie jeszcze dużo zdjęć, tylko cierpliwości, jeszcze trzeba opisać.

schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=2
Weno , spacierujemy sobzie od Wisły, od Smoka wawelskiego , wzdłuż murów Wawelu
i kierujemy się w stronę ul. Kanoniczej. Czy widziecie to drzewo gdzie znajduje
się gniazdo przypuszczam , ze wron albo srok. W tym miejscu zaczyna się ulica
Kanonicza. Spójrzcie na kamieniczki, na bramy, na ich barwność i
niepowtarzalność, na kostkę brukową i na wąskość tych uliczek. Chodzimy
szlakiem przeszłości, szlakiem niegdyś tętniącym życiem domowym , teraz mają
one , te kamieniczki charakter zabytkowy. Idąc tą uliczką skręcamy na plac z
pomijkiem Piotra Skagi i z widokiem na kościół Piotra i Pawła. Nie muszę mówić,
ze to wszystko zabytki klasy zerowej. Spójrzcie tylko na ten kościół i jego
zaplecze oraz wnętrze. No cóż, robiłam w środku zdjecia i w trakcie podeszedł
do mnie pan i powiedział, ze w kosciele nie robi się zdjęć. Trochę mnie to
zdziwiło, ale posłusznie wyszłam. Przed kościołem przeczytałam plansze na
której pisało, że zdjęć nie wolno robić w trakcie mszy, a mszy w tym czasie nie
było. Tyle co wcześniej zrobiłam to wystarczy, wracać już nie chciałam. Teraz
udajemy się ul. Grodzką, po której krolowie chadzali w stronę Rynku.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=3
O ulicy Grodzkiej można dużo pisać, ale sami zobaczcie , bo urok tej ulicy jest
w uczcie wzrokowej niż w opowiadaniu. Po drodze, mijamu mniejsze przecinające
Grodzką uliczki. Poselska, Senacka i plac Dominikański przez który przejeżdza
tramwaj. Z jednej srony widzimy kościół Dominikańki , po drugiej stronie
kościół Franciszkański i obydwa kościoły cieszą się powodzeniem wśród
studentów. Dalej idziemy Grodzką i już wyłaniają sie Sukienice i kościół św.
Wojciecha, który stoi na placu Runku. Acha, i najważniejsze co bardzo mi się
podoba w centrum to grajki uliczne. Róznistych można spotkać od artystów do
aparatów. Pierwszego jakiego spotykamy to chłopaka grającego na gitarze.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=4
Dalej wchodząc na płytę Rynku, przechodząc od strony Restauracji Wierzynka przy
parasolkach kawiarnianych gra zespół cygański, kapela - oni to grają...
Kierując się dalej pod Sukienice widzimy Lajkonika, a pod Ratuszem grają nam
dwóch Krakowiaków. Wchodząc do Ratusza witają nas dwa kamienne lwy i gołebie.
Chodzimy i podziwiamy Rynek od strony ulicy Szewskiej. Niestety od strony
Pomnika Miskiewicza Rynek jest remontowany co widać na zdjeciu. Dalej kierujemy
się do kwiacierek krakowskich, które w tym czasie mają dużo , dużo palm. Za
czym wejdziemy do Sukienic podziwiamy koniki i bryczki, które stoją i czekają
na turystów. Dodają urok Rynkowi.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=5
Na dziś kończę bo przed nami jeszcze kawał drogi i choć będziemy wracać tą samą
drogą Kraków już bedzie inny - sami zobaczycie.
Jedno co mogę powiedzieć, to to, że zwidzamy cząstkę Krakowa, malutki okruszek,
bo przecież zauważyliście, że nie ma ulicy Floriańskiej, Teatru Słowackiego,
nawet Kościoła Mariackiego dokładnie, nie mowiąc o Kazimierzu.
To tylko trasa wycieczkowa od strony Wisły, Kanoniczej, Grodzkiej i kawałeczek
Rynku.

  Dawno temu na Kazimierzu - pisze Jerzy Armata
Dawno temu na Kazimierzu - pisze Jerzy Armata
Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój? Krwawe gały,
pl.youtube.com/watch?v=PUcaIQOgiis
Ojej, ciężki to był dzień dla biednego Pana Jerzego Armaty (szumnie
zwanego krytykiem), jego myśli o kukri, czyli tybetańskim nożu
bojowym, o terapii metamorficznej, o masażach takich i owakich, o
sieci Tybetańskich sklepików, zakłóciła jakaś niezrozumiała dla
niego przyroda. Dobrze, że coś rozwiało jego myśli o nożu bojowym,
choć jak widać bojowa agresja została. Coś zobaczył, chociaż wolałby
nie widzieć i lepiej żeby nie widział, bo czego nie zna i nie
rozumie, to agresywnie atakuje i zwyczajem kmiota kopie, wpisując
się w popularną dla ameb poetykę: pod-, do-, i pierniczyć.

Trzeba być szczególnie wątłym w postrzeganiu, by w ten sposób opisać
tak zaaranżowany lokal. Widać logika tego miejsca przerasta
prowincjonalną percepcję. No cóż, skoro świat przesłania bojowy nóż
i ulotki o masażach.
Pan Armata jest po prostu zły, że to nie on zadecydował, co było w
tym miejscu przed wojną i co jest teraz, co zaznacza w swoim
paszkwilu (szumnie zwanym recenzją).
„Bo tak ma być na Kazimierzu” pokrzykuje Pan Armata „Tanie … hotele,
miliony czysto koszernych restauracji, chlanie wieczorem za tanie
pieniądze, pamiąteczki z Tybetu albo matrioszki”. :) Genialne!
Fantazja, jakby uchlana za tanie pieniądze, z resztą jak cały odbiór
opisywanego miejsca.
Skoro coś jest w karcie przez wiele lat, nie znaczy, że jest
nieświeże - dziecko drogie. Następnym razem proponuję zaatakować
nożem kukri schabowego w Wierzynku, bo jest on według rozumowania
zaczerpniętego z opisywanego tekstu, baaaardzo stary.
Coś mogło nie smakować, bo każdy ma swój gust i zna rzeczy według
niego lepsze lub gorsze, lecz Pan Armata w swoim zacietrzewieniu
zaczął miotać się jak wściekły ratlerek i naubliżał Żydom. Idąc jak
to nazwał „po linii judaistycznej” zbeształ czulent i tradycję
żydowską.
Nastroszony jeżyk maleńki nie wie, że czulent gotuje się przez ok.
20 godzin i uczciwie zrobiony stanowi rozgotowaną masę, której nie
wolno z powodów religijnych nawet mieszać. Nie wie, więc kopie.

Zakończenie też jest komiczne, "A teraz robimy tak: płacimy rachunek
wychodzimy za róg …” :) itd. i jak cała reszta bla bla bla i wrr wrr
wrr. Brzmi to jak szczwany plan Baldricka z „Czarnej Żmii” lub scena
z „Różowej Pantery” z Selersem (Żydem wychowanym na czulencie zwanym
przez pana Armatę psią puszką).
Dwa przybytki, jedna firma różne ceny - szał i agresywna ekstaza.

Może coś jest w daniach podobnego, może te same, ale chcąc zjeść w
innych warunkach, w innej scenerii, być obsłużonym, posłuchać
muzyki, niektórzy mieszkańcy planety Ziemia, chętnie wydadzą trochę
pieniążków więcej, nawet za to samo. Tę wiadomość przydałoby się
przesłać w Kosmos, żeby Szanowne Ufoludy się nie czepiały.
Kwitując - nazywa Pan Armata Gości, i zapewne część Czytelników,
jeleniami a najbardziej tradycyjną żydowską potrawę - psią puszką.
„Dwie osoby, 100 zł, bezradna wściekłość”

Oprócz Belzebuba pewnie jest w Panu Armacie odrobina Dalajlamy,
która pozwoli ślepą agresję zamienić w pozytywną energię. A wtedy,
widząc Szanownego Pana zjadającego barszcz czerwony, nikt nie nazwie
go kanibalem.

Proponuję kwiaty dla Pana Jerzego Armaty.

Jakub Gross

  Pozdrowienia z Krakowa
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=2
Weno , spacierujemy sobzie od Wisły, od Smoka wawelskiego , wzdłuż murów Wawelu
i kierujemy się w stronę ul. Kanoniczej. Czy widziecie to drzewo gdzie znajduje
się gniazdo przypuszczam , ze wron albo srok. W tym miejscu zaczyna się ulica
Kanonicza. Spójrzcie na kamieniczki, na bramy, na ich barwność i
niepowtarzalność, na kostkę brukową i na wąskość tych uliczek. Chodzimy
szlakiem przeszłości, szlakiem niegdyś tętniącym życiem domowym , teraz mają
one , te kamieniczki charakter zabytkowy. Idąc tą uliczką skręcamy na plac z
pomijkiem Piotra Skagi i z widokiem na kościół Piotra i Pawła. Nie muszę mówić,
ze to wszystko zabytki klasy zerowej. Spójrzcie tylko na ten kościół i jego
zaplecze oraz wnętrze. No cóż, robiłam w środku zdjecia i w trakcie podeszedł
do mnie pan i powiedział, ze w kosciele nie robi się zdjęć. Trochę mnie to
zdziwiło, ale posłusznie wyszłam. Przed kościołem przeczytałam plansze na
której pisało, że zdjęć nie wolno robić w trakcie mszy, a mszy w tym czasie nie
było. Tyle co wcześniej zrobiłam to wystarczy, wracać już nie chciałam. Teraz
udajemy się ul. Grodzką, po której krolowie chadzali w stronę Rynku.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=3
O ulicy Grodzkiej można dużo pisać, ale sami zobaczcie , bo urok tej ulicy jest
w uczcie wzrokowej niż w opowiadaniu. Po drodze, mijamu mniejsze przecinające
Grodzką uliczki. Poselska, Senacka i plac Dominikański przez który przejeżdza
tramwaj. Z jednej srony widzimy kościół Dominikańki , po drugiej stronie
kościół Franciszkański i obydwa kościoły cieszą się powodzeniem wśród
studentów. Dalej idziemy Grodzką i już wyłaniają sie Sukienice i kościół św.
Wojciecha, który stoi na placu Runku. Acha, i najważniejsze co bardzo mi się
podoba w centrum to grajki uliczne. Róznistych można spotkać od artystów do
aparatów. Pierwszego jakiego spotykamy to chłopaka grającego na gitarze.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=4
Dalej wchodząc na płytę Rynku, przechodząc od strony Restauracji Wierzynka przy
parasolkach kawiarnianych gra zespół cygański, kapela - oni to grają...
Kierując się dalej pod Sukienice widzimy Lajkonika, a pod Ratuszem grają nam
dwóch Krakowiaków. Wchodząc do Ratusza witają nas dwa kamienne lwy i gołebie.
Chodzimy i podziwiamy Rynek od strony ulicy Szewskiej. Niestety od strony
Pomnika Miskiewicza Rynek jest remontowany co widać na zdjeciu. Dalej kierujemy
się do kwiacierek krakowskich, które w tym czasie mają dużo , dużo palm. Za
czym wejdziemy do Sukienic podziwiamy koniki i bryczki, które stoją i czekają
na turystów. Dodają urok Rynkowi.
schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=103&page=5
Na dziś kończę bo przed nami jeszcze kawał drogi i choć będziemy wracać tą samą
drogą Kraków już bedzie inny - sami zobaczycie.
Jedno co mogę powiedzieć, to to, że zwidzamy cząstkę Krakowa, malutki okruszek,
bo przecież zauważyliście, że nie ma ulicy Floriańskiej, Teatru Słowackiego,
nawet Kościoła Mariackiego dokładnie, nie mowiąc o Kazimierzu.
To tylko trasa wycieczkowa od strony Wisły, Kanoniczej, Grodzkiej i kawałeczek
Rynku.
Jutro następną częśc zwiedzimy, a więc wejdziemy do Sukienic, pójdzieny do pubu
i droga księżycowa. Końcówka zwiedzania jest nadzwyczaj imponująca i
zaskakująca .
Czy ktoś zgadnie ? Napewno nikt , sami bedziecie zaskoczeni

  Faszysta wicepremier Roman Giertych
Faszysta wicepremier Roman Giertych
Faszystą w polskim rządzie jest Roman Giertych, a dowody na to znajdują się w
jego książce pt. "Lot orła".

Niemcy po 1933r. też żałowali, że nie przeczytali dzieła p. Adolfa Hitlera
pt. "Mein Kampf" wtedy, kiedy posiadanie co najmniej jednego egzemplarza nie
było jeszcze wymagane prawem.

Toteż niniejszym chciałbym zaprezentować faszystowską książkę p. wicepremiera
zatytułowaną "Lot orła" (okładka: www.lideria.pl/img_big/15639.jpg )

Jestem zdania, że jej uważna lektura pozwoli na przewidzenie z dużą
dokładnością kierunku polityki ministerstwa edukacji na najbliższe lata.

Definicja faszyzmu:

"Najważniejszym dobrem w państwie faszystowskim jest wspólnota, to znaczy
naród (rozumiany jako ogół obywateli państwa) lub grupa etniczna rozumiana
jako tożsama z narodem.". - w wypowiedziach i książkach Giertycha
słowo "naród" ma największe znaczenie.

"Każde działanie dla jej dobra i na jej korzyść jest działaniem moralnie
usprawiedliwionym. Jest to przede wszystkim zasada wodzostwa. Charyzmatyczny
wódz, który "ma zawsze rację" - zasada wodzostwa ma zastosowanie w LPR

"Faszyzm, jak większość totalitaryzmów, zrodził się z frustracji i
niezadowolenia społecznego" - LPR powstał z niczego dzięki frustracji
nieudaczników wykluczonych ze społeczeństwa.

Proszę to wszystko zestawić z treścią książki...

Oto jej fragment:

"W dniu 11 listopada 1998 roku szedłem w manifestacji zorganizowanej przez
Młodzież Wszechpolską. Pół tysiąca młodych ludzi karnym szeregiem wyszło z
dziedzińca na Wawelu i przeszło przez Stary Rynek, ulicą Floriańską, aż
wreszcie stanęło przed Pomnikiem Grunwaldzkim. Wchodząc na Rynek młodzież
zaczęła skandować: "Wielka Polska", "Wielka Polska". Potężne hasło rozległo
się wśród pradawnych kamienic. Przechodnie i turyści spoglądali na idących
trochę jak na obudzonych śpiących rycerzy, którzy wyszli z gór. Miało się
wrażenie, jakby tych pięciuset chłopców stanowiło jakiś relikt, burzący dobre
samopoczucie mieszkańców królewskiego niegdyś miasta oraz licznie
przebywających tu turystów. Przed samymi drzwiami restauracji u Wierzynka,
gdzie wybite zostały ostatnio herby Lions Ciub i Rotary Ciub rozległo się
gromkie skandowane hasło "Wiel-ka Pol-ska - Ka-to-li-cka". Była to największa
manifestacja narodowa od roku 1939. Chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej na
drugi dzień poszli do szkół, czy na Uniwersytet. W mieście życie toczyło się
jak gdyby nigdy nic. Miałem wrażenie, że tłumy przechodzące przez krakowski
rynek nie zdają sobie sprawy z tego, że pod pozorem coraz bardziej
liberalnych zmian w Polsce, narasta jednak coraz silniejszy nurt całkiem
odmienny od panującej poprawności politycznej. Tych kilkuset młodych ludzi
nie stanowiło grupki epigonów kończącej się epoki, ale awangardę która
przyniesie Polsce odmienną rzeczywistość w rozpoczynają­cym się XXI wieku. W
historii naszego kraju zawsze istniały okresy, w których Ruch Narodowy był
silny, a później następował czas jego osłabienia. Ta przemienność dziejów
Ruchu Narodowego jest cechą omalże charakterystyczną dla siły politycznej,
która w Narodzie Polskim istniała od początku."

Elznar
xanga.com/elznar

  Dziedzictwo PRL-u.
w warszawie byl "bazyliszek", "krokodyli" i - wielka frajda dla
dieci - hortrex. to byly nasze obowiazkowe przystanki podczas pobytu
w stolicy. w krakowie zagladalismy w latach 70tych do "wierzynka".
potem niestety lata cale go remontowali, jak pamietam. w gdansku
chodzilismy czasami pod "lososia". bylismy tam ostatnio przed paru
laty swietowac uroczystosc rodzinna. zenada pelna i to za duze
pieniadze, szkoda mi slow. miesiecznik pod nazwa "magazyn
turystyczny" relacjonowal co roku zmagania restauracji w konkursie o
"srebrna patelnie". pamietam jak ktoregos ranka gdzies w polowe lat
70tych pojechalismy samochodem z trojmiasta do slupska, aby cieszyc
sie obiadem w "karczmie slupskiej"; wtedy jednym z laureatow
pebiscytu.
z licznych wyjazdow z rodzna w tym czasie pamietam pyszna golonke
(jako dziecko bralam chetnie flaki na pierwsze i golonke na drugie.
siedmioletnie pacholecie z takim apetytem budzilo wszedzie
powszechne zdumienie kelnerow) w zajezdzie "rebajlo" pod pila, dobre
jedzenie w "gniewku" - chyba gdzies kolo poznania.
byly pyszne smazalnie ryb nad morzem, kolo domu stal zdezelowany
autobus sprzedajacy takowe wedzone i swierze a w sezonie rowniez
smazone. z ciezarowek sprzedawano w trojmiescie zywa fladre. to co z
tego, ze nie bylo koledry, krewetek (za te obecnie dostepne w polsce
serdecznie dziekuje i tak), homara i swiezego mango. bardzo fajnie,
ze teraz sa, ale szkoda, ze wiele dobrych produktow spozywczych
skonczylo sie wraz z prl-em.
z ziemniakami zdaje sie bylo roznie. moim najwczesniejszym
wspomnieniem gastronomicznym jest scysja rodziny podczas obiadu i
kategoryczne zdanie mamy poparte artykulem, zdaje sie z "kobiety i
zycia", ze kartofle tucza i kropka. tak, wiem, ze teraz sie to
zmienilo. w kazdym razie cale dekady jedlismy malo kartofli i
ogolnie bardzo malo wypelniaczy typu kasza i kluchy. obiad skladal
sie najczesciej z kawalka miesa lub ryby oraz duzej porcji sezonowej
surowki. w zimie z solonch opienkow, badz z marchewki z czymstam, z
pory, selera, czarnej rzodkwi, badz kiszonej kapusty. bardzo czesto
jadalismy na pierwsze lekkie na tamte czasy zupy. rzadko drugie bylo
maczne typu placuszki badz racuchy.
fakt, ze niektorzy jadali tych ziemniakow nieco wiecej, bo kiedy
dostalam polecenie "obierz ziemniaki do obiadu" zdumiona kolezanka,
ktora przyszla sie pobawic, czy moze odrobic razem lekcje
stwierdzila, ze u niej w domu gar z ziemniakami na rodzine - rowniez
3osobowa jest ze 4 razy wiekszy. widocznie ci bardziej te ziemniaki
lubili :)
no i naprawde wielu rzeczy nie byo, ale czlowiek kombinowal - latal
do herbapolu po lebiodke, mielony imbir. polowal w sklepach na
glutasol, aby zrobic danie chinskie z ksiazek pana halbanskiego,
prosil znajomych pracujacych na promach o przyprawe curry itp.
ptawda jest jednak, ze prl odcisnal pietno nawet na wspolczesnych
mlodych kucharzach. ubolewam, ze kuchnia polska zmodyfikowana do
poziomu, nazwijmy to "gwiazdkowego" dalej praktycznie nie istnieje.
lecac do niemiec wypatrzylam w gazecie w samolocie artykul o "mopo",
czyli modern polish cuisine i jej tworcach, ale wielu konkretnych
informacji nie wyluskalam niestety.

  Anegdotki
Anegdotki
Adolf Dymsza był nie tylko komikiem na planie filmowym, ale również
niepoprawnym kawalarzem w życiu prywatnym. Kiedyś w doborowym towarzystwie
udał się do eleganckiej krakowskiej restauracji Wierzynek w Rynku Głównym. Do
wyśmienitego, bogatego i wytwornego zestawu obiadowego dołączył prośbę o pół
litra wódki wyborowej. Życzenie jego przyjęto. Kelner pojawił się oszronioną
butelką i podał ją aktorowi. Adolf Dymsza z wrodzonym wdziękiem zaczął
studiować wszystkie napisy figurujące na nalepce trunku. Po tej wnikliwej
lekturze oddał butelkę kelnerowi z zawiedzioną miną, twierdząc, że ten
rocznik zupełnie mu nie odpowiada.
- Jak to? - nieomal krzyknął kelner, całkowicie zbity z tropu.
- Nie pamięta pan - odrzekł Dymsza z miną poważną i zarazem karcącą. - Tego
roku było mało słońca w kartofliskach!!!

Wspomnienie Edwarda Dziewońskiego o Adolfie Dymszy - fragment z książki
pt. "W życiu jak w teatrze". (...) "Na scenę z Królem Menelaosem, otoczonym
przez grupę innych artystów z Władysławem Grabowskim, jednym z największych
kawalarzy, wchodziła z lewej kulisy Maria Modzelewska jako Piękna Helena. I
oto ukazuje się, jak w transie, ulubienica Warszawy, trzymając w ręce
szczotkę do zamiatania włosiem do góry. Nagle spostrzega, co ma w ręku, mówi
głośno - O, Boże - i schodzi ze sceny. Konsternacja. I wtedy Grabowski
wskazując ręka w stronę, gdzie zeszła, mówi do publiczności: - Dodek!
Murowane. -Za chwilę Modzelewska wraca bez szczotki, szalone brawa i akcja
toczy się dalej. W dziesięć lat później Dymsza, wspominając rożne to i owo,
opowiedział co następuje. Gramy Helenę, wiecie, Mania Modzel zawsze przed
każdym wejściem na scenę się żegna sawsiem nieprzytomna, ja stoję obok, ona
do mnie: Dodeczku, błagam, nic nie mów, teraz ważna scena. ja: Mania, skąd,
dusz z tobą, już wchodzisz Tak. No to masz, trzymaj, i podaję jej szczotkę.
Ona mówi: Dziękuję ci, kochanie, i zasuwa na scenę. wszyscy zgłupieli, a
Grabowski krzyknął do publiczności: - Na pewno Dodek. No i miał rację. Mańka
się cafła, wziąłem od niej szczotkę i pojechała bezbłędnie dalej." (...)
Z książki Stanislawa Wielanka pt. "Szlagiery starej Warszawy Śpiewnik
andrusowski".

(...) Ślub Anity (Dymszówny, córki aktora) z Maćkiem Damięckim, Pałac
Ślubów. Po ceremonii oficjalnej - lampka wina, koleżanki, koledzy... Sto lat!
Bużka, bużka, wszystkiego najlepszego, zdrowie młodej pary! Wśród gości znany
aktor, oryginał Zdzisław Leśniak, to on właśnie stał się przedmiotem żartu
Dodka. Pan Dodek znajac ognisty temperament Zdzisia podszedł do oficjalisty
Palacu Ślubow (w mundurze), wręczył mu dyskretnie stowkę i konfidencjonalnym
szeptem powiedział: "Panie ten facet, czarny (wskazał Leśniaka) jest nie z
tego ślubu, on się tu przyszedł napić na krzywy ryj! Stówa
zadziałała, "generał" zaczął wypraszać Zdzisia z przyjęcia. tylko ci, co
znają Zdzislawa Leśniaka, mogą sobie wyobrazić co się działo... (...)

Jerzy Jurandot w "Dziejach śmiechu" wspomina Dymszę: W Galerii
Luxemburga, gdzie grało stare "Qui Pro Quo", mieściło się także
kino "Splendid". W kinie tym wyświetlano pierwszy film dźwiękowy "Śpiewający
błazen" z Al Jolsonem. Aktorzy "Qui Pro Quo" ogromnie żałowali, że mimo
bliskiego sąsiedztwa nie mogą wybrać się na film, na który biegała cała
Warszawa, aby podziwiać genialny wynalazek dwudziestego wieku; niestety,
teatr grał w tych samych godzinach, w których wyświetlano obraz. "Głupstwo -
powiedział Dymsza - nie martwcie się. Jak wiecie znam się trochę na
mechanice, zorganizuję wam transmisję. Obrazu wprawdzie nie zobaczycie, ale
przynajmniej usłyszycie głos z ekranu". I rzeczywiście zgromadzeni w przerwie
między przedstawieniami w jednej z garderób aktorzy usłyszeli ze wzruszeniem
piękny głos bas-baryton Al Jolsona i jego sławną kołysankę "Sonny boy". Na
ulicy zaś przechodnie gromadzili się ze zdumieniem wokół Dymszy, który leżąc
na chodniku śpiewał pełen przejęcia z twarzą przytkniętą do kraty
kanalizacyjnej. Dopiero kiedy Al Jolson zakończył swoją pieśń soczystą
propozycją po polsku, audytorium w garderobie zorientowało się, że z tą
transmisją to coś jednak nie tak...
Prezydent Bierut zaprosił kiedyś Adolfa Dymszę na pokoje Belwederu.
Oprowadzając go po swoim przybytku, roztoczył przed komikiem bajeczne wizje
przyszłości:
- Kiedy już zbudujemy socjalizm, każdy będzie miał stumetrowe mieszkanie,
samochód i domek letniskowy. Każdy człowiek (pracy - rzecz jasna!) będzie
mógł kupiś w PSS-ie owoce południowe, kawę i francuskie wina. W sklepach nie
będzie kolejek, za to wiele gatunków wędlin.
I tu Dymsza nie wytrzymał, przerywając prezydentowi:
- Przepraszam, ale kto ma opowiadać dowcipy, pan, towarzyszu prezydencie, czy
może raczej ja?

Opowiadał kiedyś Dymsza swojemu przyjacielowi:
- Idę przez miasto, patrzę, a tu babcia stoi i płacze. Pytam: co się stało? A
ona: za 15 minut z dworca centralnego odchodzi mi pociąg - nie zdążę.
- I co?
- Poszczułem - zdążyła!
Kiedyś Dymsza dostał od przyjaciela wędkę. Po pewnym okresie niewidzenia
spotykają się ponownie i darczyńca pyta:
- Ryby biorą?
- Nie!
- ?
- Boją się!

Niniejsza anegdota obrazuje fakt, iż Dymsza miał miliony wiernych
widzów nie tylko w kraju ale i za granicą. Otóż autentyczne zdarzenie miało
miejsce podczas tragicznych dni 1939 roku. Dymsza wraz z grupą aktorów i
filmowców ewakuował się na wschód. W Rownem żołnierze radzieccy,
zarekwirowali mu auto. Aktor postanowił interweniować, udał się więc do
wojskowej komendy miasta i stanął w progu z groźną miną "policmajstra".
Dyżurny oficer spojrzał na niego uważnie i nagle wykrzyknął: "Antosza!".
Bowiem "Antek policmajster" był pierwszym polskim filmem dźwiękowym
wprowadzonym na ekrany radzieckie i cieszył się tam podobno olbrzymim
powodzeniem.
Opowiadał kiedyś Dymsza: "Raz w restauracji moja żona zauważyła włos w moim
talerzu. Oczywiście zrobiło się piekło. Przybiegł zarządzający.
- Niech pan popatrzy! - woła z oburzeniem Zosia - w talerzu mojego męża
znalazłam ten oto włos kobiecy!
Zarządzający uśmiechnął się i odparł tonem łagodnego wyrzutu:
- Szanowna pani, jak można być aż tak zazdrosną!".

(humoria)